love it, or leave it
Deszcz
uderzał o szkolne parapety, że ledwo można było między sobą rozmawiać – tak
silny wywoływał hałas. W sumie to nawet mało kto rozmawiał, a jeśli już to
bardzo cicho, bo zwyczajnie nie było grupy, która miałaby ochotę głośno śmiać
się i żartować. Było tak spokojnie, że aż trudno było w to uwierzyć. Nikt nie miał ochoty.
Z opartą o szybę głową i
podkulonymi nogami patrzył przez okno, na pędzone przez wiatr kłęby chmur. Było
tak ciemno, że tylko siedzenie przy oknie pozwalało zobaczyć cokolwiek. To
większość przygnębiało, ale na Gerarda działało to jedynie lepiej, niż cokolwiek
– uspokajało go, pozwalało uciszyć krzyczące wręcz we wnętrzu jego głowy myśli.
Gerard, zabiłeś swoją nadzieję.
Białowłosa zjawa chodziła w tę
i we w tę po ciemnym, szkolnym korytarzu, wyraźnie zajęta rozmyślaniem nad
czymś. Przyjrzał jej się, wyglądała inaczej. Jej jasna sukienka była dłuższa
niż zwykle, sięgająca ziemi, pełna ledwo widocznych zagięć i falbanek, a dłonie
pokrywały tego samego koloru materiałowe rękawiczki. Ich posiadaczka zaś była
wyraźnie rozkojarzona, o ile nie zmartwiona czymś bardzo poważnie. A co
najdziwniejsze, a jednocześnie idealne dla chłopaka, nie odezwała się ani
słowem od pamiętnej nocy prawie dwa miesiące temu.
Skończył się wrzesień, minął
październik, a ona tylko krążyła wokół Fabiańskiego, rozpościerając nad nim
swoją niewidzialną tarczę, która miała go chronić. Nie odpowiadała na pytania,
a o mówieniu z własnej woli nawet nie trzeba wspominać. W dodatku nie uraczyła
go ani jednym spojrzeniem. Była zła o tą wódkę? Niech będzie zła. Gerard nie
miał zamiaru tego żałować.
Dostał w ramię papierową
kulką, więc westchnął i obrócił wzrok na trzyosobową grupkę siedzącą przy
stoliku obok niego. Zlustrował ich wzrokiem, a ostatecznie jego pytające
spojrzenie padło na Olka.
- Nie wiedziałem, jak mam cię inaczej wyrwać z zamyślenia. – powiedział
zakłopotany, rumieniąc się, a Gerard tylko westchnął i obrócił wzrok z powrotem
w stronę okna, ale zaledwie na moment. Chwilę później już siedział obok
blondyna, obejmując podkurczone nogi.
- Mnie nie powinno wyrywać się z zamyślenia. – uciął cicho, chowając głowę w
kolanach i zamknął oczy. Nie miał ochoty tu dzisiaj siedzieć.
- Ej, czy oby nie dziś miały być te nasze wielkie zakupy? – Olka aż zamknęła
swój laptop, a to się nie zdarzało.
- Ano dziś. Ale ani śladu Gabi. – Olek ze smutkiem wyjął jabłko z torby, po
czym przyjrzał mu się uważnie.
Cała czwórka, a gdyby grupa
była kompletna, to szóstka miała właśnie okienko. Byli połową klasy, która
miała wyjść godzinę wcześniej, bo nie chodzili na hiszpański. Jednak nie poszli
do domu – czekali na Rainę, Michała i Agę. No i na Gabi. Część miała nadzieję,
że tamta się zjawi.
- Tak, tak, zadzwonię, nie martw się! – Franek uśmiechnął się filmowo do
jakiejś szatynki w miniówce, która w odpowiedzi dała mu całusa w policzek i
uciekła do koleżanek. Gerd aż westchnął, gdy chłopak z impetem dosiadł się do stolika
– A co wam tak na niej zależy?
- Ma iść z nami na koncert, więc trzeba zrobić z niej ludzi. Nie pokażę się z
nią, jak założy szpilki. – Olka uniosła brwi, widząc jak Jabłoński ogląda się
za koleżanką – Już się rozstaliście, że podrywasz inne?
- Nie. – chłopak uśmiechnął się szeroko – Ja nie podrywam. To one mnie..
Chciała po prostu zapisać się na korepetycje, nic wielkiego.
- Fajne te korepetycje. Wyrwę ci jedną. – mruknęła Anka, patrząc znacząco na
Jabłońskiego znad lektury jakiejś mangi.
- Wolę nie pytać, czego je tam.. umm.. uczysz. – zirytowana blondynka w końcu
zabrała bratu jabłko i sama się za nie zabrała.
- Nie bądź taka komercyjna, to zwykłe korki z matmy!
- Franek, lepiej sprawdź w słowniku, co znaczy komercyjny..
- Ale ja wiem, co to znaczy. Prawda, że wiem? – zerknął wyczekująco na
oszołomionego Olka.
- Ja pieprze, wam wszystkim coś dziś odwala. – Gerard westchnął zrezygnowany,
szczególnie przeciągając to, gdy Franek dla odmiany spojrzał na niego – Nie,
nie wiesz, co to znaczy.
❧
Raina nie mogła iść na
zakupy, podając Ance jakiś rozbudowany i nawet wiarygodny powód, ale wszyscy
szybko o nim zapomnieli. Agata i Michał, nadal udając, że są tylko
przyjaciółmi, woleli znaleźć sobie jakieś twórcze zajęcie, więc i oni nie
zaszczycili grupki swoją obecnością. Nana i Mirka, które właśnie wróciły z
jakiegoś konkursu w Anglii dopadły tylko Gerarda składając mu kondolencje i
współczując śmierci tak ważnej w rodzinie osoby, po czym powiedziały, że na pewno
przyjdą na pogrzeb. Zostali ostatecznie w piątkę, z czym roztrzęsiona wyraźnie
Gabi obiecała dojechać prosto pod centrum handlowe, bo coś jej wypadło i bardzo się
przejęła. Gerard doskonale wiedział, czym się tak przejęła.
Nie, nie śledził jej. Skąd,
nie jest taki. Ale kilka razy widział ją w dość.. oczywistej sytuacji i nie z
Frankiem, a z Borysem, który pewnie już coś więcej dla niej znaczył. Fabiański
wiedział, że tak będzie. To była tylko kwestia czasu. I był ciekaw, czy
dziewczyna ma zamiar powiedzieć kiedyś Frankowi, że znalazła sobie kogoś
innego. Tak, Gerd bardzo by chciał, żeby mu powiedziała.
- Nie ma jej. – stwierdziła fakt Olka, nerwowo przytupując nogą i bawiąc się
jasnym warkoczem.
- Jak powiedziała, że będzie, to na pewno będzie. – powiedziała Anka dość
bezbarwnie, w porównaniu z tym, jak emocjonalnie rozmawiała w przeciągu
ostatnich dwóch miesięcy.
- Zadzwoń do niej, co? – Franek, chodzący wokół nich, wyraźnie
zniecierpliwiony, w końcu coś powiedział – No ile można czekać, boże..
- Nie jestem bogiem, ale mogę do niej zadzwonić. – dziewczyna parsknęła cicho i
wybrała numer.
Gee stał całkiem z boku, z
rękami w kieszeni, ze spuszczoną głową, wcale nie chcąc tu być. Stał tu tylko
dlatego, że obiecał Dubińskiej dotrzymać im towarzystwa. Nic więcej. Przez
ostatni miesiąc rzadko go o to prosiła, najchętniej znikając z Rainą nie
wiadomo gdzie, więc wiadomo, że było mu miło, gdy zechciała zabrać go na
babskie zakupy. No, babskie, gdyby nie to, że wepchał się jeszcze Franek..
- Jedzie od drugiej strony, w taksówce. Zaraz przyjdzie. – Anka schowała
komórkę i uśmiechnęła się do wyraźnie uspokojonego Franka. Ale Gerard wcale nie
był taki spokojny.
- Pójdę po nią. To daleko, a robi się ciemno, więc nie powinna włóczyć się
sama. – powiedział wymijająco, na co zaobserwował w oczach Jabłońskiego
iskierkę wdzięczności i ominął ich. Nie sam.
- Co ty robisz? – Nadzieja odezwała się po raz pierwszy od ośmiu tygodni.
- Powinnaś wiedzieć, w końcu nie dość, że za mną łazisz, to siedzisz mi w
głowie. – parsknął, przyśpieszając kroku, wiedząc, że tamta i tak dogoni go,
jeśli zechce.
- Przez twój wyskok z alkoholem: już nie. – wyraźnie oburzona, ale nadal szła
obok niego, parskając gdy zobaczyła osobę, której szukali.
- Tym lepiej dla mnie. – zaśmiał się, po czym ominął róg budynku, zwalniając
kroku.
Nie myślał nad tym, co robi i
czy mu się uda. Uznał, że warto spróbować, bo łatwiej wtedy wyeliminuje
dziewczynę ze swojej drogi. Tak, wyeliminuje. Nie była warta kogoś takiego, jak
Franek i nie powinna go mieć. A Gerard nie zamierzał tego tak zostawić. Nie
miał wprawdzie pojęcia, co zrobi, jak ich już zobaczy, jego mózg pracował jakby
na zwolnionych obrotach, ale coś zrobić musiał. Wiele będzie to kosztowało
Franka, ale musiał to dla niego zrobić. Bardzo egoistyczne podejście, ale na
pewno miał trochę racji.
Nie pomylił się. Może i
dziewczyna nie okłamała tamtych, mówiąc, że przyjedzie taksówką, ale miała być
sama, a tak wcale nie było. Wysoki brunet otworzył drzwi po jej stronie, by po
chwili wysiadła, zapłaciła kierowcy i zbliżyła się do niego. Gerard, stojący w
towarzystwie zażenowanej Nadziei, sam parsknął.
Żałował, że nie był bliżej
nich i nie mógł usłyszeć, o czym rozmawiali, ale zdecydowanie wystarczył mu
pocałunek. Oparł się o ścianę w rogu budynku, czekając, aż dziewczyna się do
niego zbliży.
- Nie poznałaś mnie? – spytał sekundę po tym, jak go minęła.
Usłyszał, że stanęła w
bezruchu, bo jej wysokie szpilki nie wydały już żadnego dźwięku. Nadzieja
znikła, chyba było dla niej za dużo, za to Gerard wyraźnie usłyszał, jak Gabi
wstrzymała oddech i przełknęła ślinę. Zaśmiał się i stanął za nią, po czym
pochylił się trochę.
- Nie bój się. Przyszedłem po ciebie, bo już ciemno, Franek się martwił, że
będziesz szła sama. – spojrzał w jej przerażone oczy – Idziemy?
- W-widziałeś coś? – spytała wręcz bezgłośnie, tak cicho, że gdyby chłopak stał
nieco dalej, nie usłyszałby nic.
Zachichotał w duchu i stanął
centralnie przed nią. Była niska, bo nawet niższa od Franka, który nawiasem
mówiąc, wcale nie grzeszył wzrostem. Miał nad nią przewagę pod każdym względem,
w dodatku byli sami, w miejscu, gdzie wręcz nie docierało światło latarni, ale
wcale nie miał zamiaru jej wystraszyć.
- Widziałem. – powiedział bezceremonialnie, dziwiąc się, że potrafi być tak
dumny i wręcz arogancki.
- Chyba nie..
- Nie kończ. – przerwał jej głośniej, po czym przyparł ją lekko do ściany,
patrząc jej w oczy.
Nie zachowywał się jak on,
wręcz czuł, jakby nie był sobą. On, ten, który zawsze stoi na szarym końcu, nie
robi problemu, cichy, spokojny.. Takie coś? Czuł, jakby ktoś nim kierował.
Jakby naprawdę nie był sobą. Jakby nie był sam. W swoim ciele.
- Powiedzmy, że od dłuższego czasu cię obserwowałem. – podparł w końcu, na co
dziewczyna spuściła przerażony wzrok. Puścił ją, ale tamta nie ruszyła się ani
o krok – I nie mam zamiaru patrzeć, jak ranisz mojego przyjaciela. Więc masz 24
godziny.
- Żartujesz? N-na co? – w głosie wyraźnie było słychać, jak bardzo się bała.
- Jak to: na co? Na przyznanie się. Powiesz mu. Prosto w oczy, moja droga. Kochasz
go, albo zostawiasz. Masz wybór. Ale nie, nie masz. I tak musisz się przyznać. –
wskazał jej drogę, którą powinni już wracać do grupki, więc powoli poprawiła
sukienkę i ruszyła w tamtą stronę.
Gerard wciągnął dużą dawkę
powietrza do płuc i wypuścił je szybko, przecierając twarz, po czym zaczął iść
za blondynką. Nie poznawał siebie. Po co w ogóle jej cokolwiek mówił? Mógł iść
od razu do Franka. No, tyle że była jeszcze kwestia taka, że tamten mógłby mu
nie uwierzyć. Ale nie ważne. Po co od razu naskakiwać na dziewczynę? On, na
dziewczynę? Boże, przecież on się nigdy wcześniej tak nie zachowywał!
- Przepraszam was za spóźnienie. – powiedziała serdecznie Falke i najpierw
przytuliła Ankę i Olkę, by po chwili już witać się z Frankiem. Gerard stanął od
nich maksymalnie daleko, żeby nie podziwiać tych wątpliwie pięknych widoków.
Wcześniej lepiej tolerował te czułości – teraz przestał tolerować je w ogóle.
- To co, idziemy ci czegoś poszukać, nie? – Dubińska wręcz nie mogła się
doczekać, mimo że w normalnej sytuacji gardziła zakupami i chodzeniem po takich
szatańskich miejscach, jak centra handlowe. Tu jednak było inaczej. Wiedziała,
że od niej i Olki zależy, jak wystąpi ich trzecia koleżanka, więc mając okazję
na coś takiego była bardzo entuzjastycznie nastawiona. Odpowiedzieli jej
pozytywnie, więc cała grupa z Gerdem na samym końcu ruszyła w stronę głównego
wejścia.
❧
Minęła
dobra godzina, spędzona na obchodzie centrum handlowego, nim dziewczyny
znalazły odpowiedni sklep i weszły do niego, zachwycając się co drugą półką
pełną ubrań. Gerard na ogół stał przy wejściu, słuchając muzyki, albo łaził
krok w krok za Anką, zupełnie ignorując piszczącego na kobiece łaszki Olka i
Franka, który idealnie ignorował i jego. Może się bał? Tak, że Gerard złapie
go, zaciągnie gdzieś na zaplecze i zgwałci.. Sam zaśmiał się cicho na tę myśl.
Chyba Jabłoński nie był aż tak głupi..
Olka i Anka były już
całkowicie obładowane kolejnymi ubraniami, które wybrały Gabi do zmierzenia lub
już do kupienia, jednak mimo to przeczesywały kolejne półki w poszukiwaniu jeszcze
lepszych sztuk. Co najdziwniejsze, wszystkie trzy nie wykazywały żadnych oznak
zmęczenia, wręcz przeciwnie, z każdym kolejnym metrem kwadratowym sklepu
nabierały więcej energii i leciały w kolejne regały. Ba, nawet gdyby Frank i
Gee chcieli już opuścić galerię, Oluś utwierdzał tamte, że jeszcze wybrały za
mało i cała podróż zaczynała się od nowa.
- Gerdu, nudzi wam się, prawda? – Anka w końcu opuściła na moment tamtą grupkę
i przylazła do nich, z współczującą miną patrząc na nich.
- No.. tak troszeczkę, wiesz.. – Franek zaśmiał się nerwowo – Wiesz, chyba was
zostawimy i pójdziemy się przejść. Za dużo tu.. ubrań. Sama rozumiesz, no..
Anka parsknęła śmiechem i
pokręciła głową.
- Idźcie. Nam jeszcze zejdzie, nie musicie nawet czekać. – powiedziała,
oddalając się w stronę przebieralni a Franek i Gee zmierzyli się nawzajem
wzrokiem.
- Idziemy gdzieś? – spytał w końcu Jabłoński, powoli idąc w stronę ruchomych
schodów, na co jego towarzysz westchnął tylko i podążył za nim, z lekką niechęcią.
- Nie boisz się ze mną chodzić? – zakpił, gdy stanął za nim na schodach.
- Nie. – zachichotał - Ani trochę. Ostatnio rzadko się widywaliśmy, ale nadal
jesteś moim najlepszym kumplem. Chyba, że..
- Nic się nie zmieniło. – przerwał mu Gerard, zarzucając kaptur bluzy i zapiął
skórzaną kurtkę, w momencie, gdy wyszli z budynku – Gdzie teraz?
- A bo ja wiem? – ale pociągnął go w stronę drogi na osiedle.
Dalej szli w ciszy. Nie czuli
potrzeby, żeby mówić cokolwiek, a Gerard nie miał ochoty rozmawiać z wesołym
Frankiem, wiedząc, że z jego winy już niedługo nie będzie taki wesoły. Żałował
teraz, że cokolwiek mówił Gabryśce. Może tak miało być? Miała go zdradzić? Może
coś mądrzejszego od Gerarda tym kierowało, a on sobie to ot tak, po prostu
rozpieprzył, głupią gadką w jej stronę? Może to zupełnie nie.. Ba, to na pewno
zupełnie nie miało sensu. Wiedział przecież, że jak nie Gabi to każda inna może
być Franka, więc niepotrzebnie robił sobie nadzieję. Tamta noc nic nie znaczyła, powtarzał w duchu, chcąc w to uwierzyć
do końca. Bo jak mogła znaczyć cokolwiek, skoro Jabłoński powiedział, że nic
nie pamięta?
Dotarli pod rząd domów, w
których kolejno mieszkali. Frank zatrzymał się przy swojej bramce, jednak nie
wchodził. Wyjął z kieszeni paczkę papierosów, których teoretycznie nie powinien
posiadać, po czym zapalił jednego, wyciągając paczkę w stronę Gerda. Pokręcił
głową, chowając ręce do kieszeni i tylko patrzył w stronę łąki.
- Trzymasz się jakoś? – spytał w końcu Frank, lekko zachrypniętym głosem, po
czym zakaszlał kilka razy, na koniec zaciągając się papierosem.
- Nie. – przyznał obojętnym głosem – Nie mam po co kłamać, bo w ogóle się nie
trzymam. – powiedział zgodnie z prawdą, patrząc w czubki czarnych martensów.
- A Michał?
- Nie wiem. W ogóle się z nim nie widuję, wychodzę pierwszy, wracam ostatni..
Nie wiem. Nic nie wiem. – pociągnął nosem, robiąc kilka obrotów wokół własnej
osi. – Franek?
- No?
- Na pewno nie pamiętasz nic z tamtej imprezy? – spytał cicho, patrząc na niego
spod kaptura.
- Na pewno. Znaczy.. nie pamiętam większości. Coś tam mam, jakieś przebłyski.
Czemu?
Nie dostał odpowiedzi, bo
Gerard ruszył w stronę swojego domu, z nisko spuszczoną głową. Nie powinien był
pytać. Nie powinien był iść z nim do łóżka. Nie powinien go nawet poznać,
przynajmniej by nie żałował, że nie będzie go mieć.
- Gerd? - tamten przystanął - Nie powiedziałeś mi wszystkiego, gdy pytałem, co
się wydarzyło, prawda?
Zamurowało go. Po prostu go
zamurowało. Powoli odwrócił się w jego stronę, z zamiarem podejścia do niego,
ale Franek go uprzedził. Zatrzymał się przed wyższym kolegą i spojrzał mu w
oczy, wyrzucając peta na chodnik.
- Skąd ten pomysł? – spytał lekko wyprowadzony z równowagi Gerd, patrząc
niepewnie.
- Bo cośtam pamiętam. – powiedział, będąc bardzo blisko jego twarzy, przez co
stał na palcach.
Gerard zamknął oczy. Ciepło
bijące od Jabłońskiego, jego oddech na gerardowym policzku, zapach jego perfum,
nieco zmieszany z zapachem dymu papierosowego.. To wszystko było takie
wyjątkowe, niepowtarzalne. Idealna mieszanka, której tak potrzebował, od której
nie wiadomo kiedy tak bardzo chłopak się uzależnił.
Po kilku sekundach poczuł usta
Franka przy swoich. Złączone. Złączone w pocałunku, lekko smakującym niedawno
wypalonym przez tamtego papierosem, ale zawsze tym jego, tym ich. Wyjątkowym.
Przyciągnął go bliżej do siebie, czując jak jego przyjaciel zachęcająco otwiera
usta nieco szerzej. Objął go w pasie, po chwili zauważając, że chłopak jedną
rękę kładzie na jego ramieniu, a drugą wplata w jego schowane pod kapturem,
ciemne włosy. Przyjął zaproszenie ciemnowłosego, powoli wsuwając język w jego
usta, zdziwiony, że zapamiętał jak to zrobić wtedy, tamtej nocy.
Całowali się długo. Bardzo
długo, i z każdą chwilą bardziej namiętnie. Czerpali z tej bliskości to, czego
brakowało im od dłuższego czasu, czego oboje podświadomie, jak i również
świadomie pragnęli. Oderwali się od siebie zdyszani, w dodatku nieco
zawstydzeni, ale jednak zadowoleni.
- Dobranoc. – powiedział w końcu Franek, po chwili cmoknął Gerarda w policzek i
wszedł do domu.
Fabiański jeszcze długo stał
przy frankowej bramce, z rękami w kieszeniach, oszołomiony tym, co zaszło. Ale
mimo tego, co wydarzyło się przez ostatnie dwa miesiące, był szczęśliwy. A
przynajmniej chociaż trochę szczęśliwszy.
Wszedł do domu, po czym
zamknął za sobą drzwi i przekręcił zamek. Zdjął buty, rozpiął kurtkę, którą
zaraz powiesił na wieszaku, poszedł do toalety umyć ręce i w końcu wszedł do
kuchni. Pachniało ciastem, dokładnie tym, które pamiętał z dzieciństwa.
- Cześć, tato. – powiedział, na co mężczyzna obrócił się w jego stronę i
przytulił go mocno – Pieczesz, serio? – uśmiechnął się, porywając kawałek
szarlotki i usiadł na blacie.
- Chociaż tego twoja mama zdążyła mnie nauczyć. – odpowiedział mu Tomasz, wracając
do robienia kolacji.
uhkjiuiuuyugyujghjhjhggyhughukihk,umarłam <3
OdpowiedzUsuńBoże, to jest tak mocno zajebiste, że brak mi słów. Jak można tak świetnie pisać? Normalnie, mam ogromny banan na twarzy, w dodatku rozdział zakończył się tak optymistycznie! Kocham to i ty sobie nie zdajesz sprawy jak bardzo :DS. A Franuś chyba coś brał, bo go pocałował. ON JEDNAK PAMIĘTA COŚ Z TEJ IMPREZY! 8D I no… żal mi matki Gerda, bo masz rację, że nas z tym zaskoczyłaś. Cholera, cudo! <3 [fools-for-love.blogspot.com]
OdpowiedzUsuńHahaha ;D No tak ;D zaskoczenie śmiercią matki Gerda ;< Anka znika z Rainą? Czy ja o czymś nie wiem O,o ;] No przejdźmy do puenty! To jest niesamowite! Oczywiście zakładam, iż zdajesz sobie sprawę z tego, że najbardziej podobał mi się koniec??? Hę? Ten jakże wnikliwy opis poprawił mi humor w tym dniu i zapewne przeczytam sobie to zakończenie jeszcze parę razy. Czyli Frano pamięta tamtą noc. Jakże upojną z resztą *tańczy salsę na stole podczas obiadu*.
OdpowiedzUsuń-> red like a blood <-
woooohoooooho >D
OdpowiedzUsuńale ja mam adekwatne reakcje, yatata.
Franuś przelizał się z Gerdem z własnej woli, fuck. w następnym pewnie jego mała złośnica pójdzie do niego i mu powie, że ma mena. albo że jest w ciąży i ma mena. albo z nim zerwie. mam rację? no wiem, wiem. ładny był ten buziaczek, nie ma co.
To zakończenie mnie lekko zdziwiło (to z tym ciastem), a dopiero później jak napisałaś, że to mama Gerda to zakumałam ^^
OdpowiedzUsuńohohohoh, no naprawdę, lubię to. Rozdział jest cydowny, a jak już się pocałowali... kurwa (w tym pozytywnym znaczeniu) ♥
Ciekawam, jak dalej się ich losy potoczą ^^
No to tak, całus jest zawsze spoko, chciałabym skomentować coś więcej, ale jakoś tak mi ciężko, głównie dlatego, że... Że zdaję sobie ze wszystkiego sprawę XD Wiedz jedno: mi jak zwykle brakuje przemyśleń, wohohh, jestem na tym punkcie uczulona, sory bardzo, tak bywa. Nawet jeśli miałoby to być na osiem tysięcy wyrazy ( tak, wiem, nie chciałoby Ci się ), WHO CAREZ, chciałabym przeczytać Twój dłuższy rozdział. + TEN SZABLON, OMNOMNOMNOMNOMNOOMMM
OdpowiedzUsuńawwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwww *w* wiesz co, nie jestem w stanie wyrazić, jak bardzo mi się to podoba! to, z jaką lekkością przechodzisz z różnych scenek, od tych śmieszniejszych, do tych romantycznych, z romantycznych do nieromantycznych, ale uroczych, ach! kawaii <3 nie ogarniam wręcz, jak można tak cudownie pisać! następne, błagam, nastęęęępne!!
OdpowiedzUsuńZacznę może od tego, że należy mi się medal za nadrobienie wszystkich odcinków (napisałabym ten komentarz wcześniej ale komórka się fochnęła i się rozładowała gdzieś koło 5 nad ranem), no więc zarwałam noc, ale myślę, że było warto.
OdpowiedzUsuńA co do odcinka to zaskakujące zwroty akcji, to z tatą Gerda i z Frankiem, nie spodziewałam się, że będzie cokolwiek pamiętać, po tym, czym go Raina nafaszerowała :)