take me with you when you go
dzień
czwarty:
Byli
tu już całe cztery dni, aż nie mógł w to uwierzyć. I pomyśleć, że już jutro
wyjeżdżają. Nie będzie już tego, co tutaj. Wszystko wróci do normy i szarej
rzeczywistości obracającej się wokół jednego, nieulegającego zmianie schematu.
Wstawanie, szkoła, nauka, znajomi, sen. I w kółko. Wiedzieli, że tak będzie i
każdy, ale to każdy, włącznie z nielicznymi niezadowolonymi osobami, chciał tu
zostać na kolejne cztery, albo pięć dni.
Zdania były podzielone. Część
była absolutnie zachwycona wyjazdem, inni nie mieli zdania, a jeszcze inni
potrzebowaliby do szczęścia mieć chociażby komputer z internetem, albo częstszy
zasięg w telefonie. Franek był w pierwszej grupie, a jak. Mógł się w końcu
wyszaleć, wygadać z przyjaciółmi na wszystkie tematy, spędzić czas z każdym po
trochu i lepiej wszystkich poznać. Ich towarzystwo, a raczej grupka, w której
na co dzień się obracali uległa zmianie, ponieważ część dziewczyn oddzieliło
się od nich nieco, podobnie jak Michał z Agatą, którzy spędzali ze sobą wiele
czasu, gdyż byli bardzo podobni pod względem zainteresowań. W dodatku, o dziwo
sama piękność z klasy równoległej od czasu do czasu do nich zawitała, ale
najczęściej do Franka, albo Gerarda.
Nie zdarzało się wcześniej,
żeby przysiadła się do pełnej grupy. A jednak.
Siedzieli właśnie w szóstkę w
dość dużym wagoniku od czegoś w stylu Diabelskiego
Młyna, na samym środku Lunaparku, który był głównym punktem dzisiejszej
wycieczki. Dwa miejsca były wolne, więc gdy tylko ich wagonik ponownie znalazł
się w miejscu, w którym się do niego wsiada, uśmiechnięta dziewczyna wsiadła do
niego, tuż obok Gerarda i Anki.
- Cześć. – zaczęła, zakładając nogę na nogę, bawiąc się sznurówkami wysokich
butów. Dziś jej oczy nie były koloru czarnego, ani nie takie, jakimi widział je
Frank. Były z czerwonymi tęczówkami, co było zapewne spowodowane przez
soczewki, mimo że nadal dawało mroczny efekt.
Milczeli. Wszyscy, jak jeden
mąż. Franek był przerażony, chyba przez ich spotkanie w lesie, Gabi patrzyła z
deka krytycznie, Michał z Agatą byli dość zdziwieni, ale zaciekawieni, Gerard
obojętnie a Anka.. No Anka wyglądała, jakby ktoś porządnie walnął ją w głowę.
- Cześć. – odparł pierwszy Michał, Agata pomachała zaraz po jego słowach a
Gerard kiwnął głową kilka razy. Nie, nie z lenistwa. Ograniczał mówienie do
minimum, chyba za dużo myślał. Nawet Franek i Anka zaczęli się martwić, ale nie
w takim momencie. Zanim
ktokolwiek się poruszył, ich wagonik znalazł się w najwyższym nad ziemią
punkcie, przez co Gerarda przeszedł dreszcz, ale nie powiedział nic. Po prostu
przyglądał się dziewczynie, nic więcej, nic. Franek nadal siedział jak zaklęty,
Gabryśka nadal patrzyła dziwnie, a Anka.. no cóż, u niej nie zmieniło się nic.
Zachwyt w oczach i przerażenie za razem, ale znikome, bardzo znikome.
- No hej. Co wam wszystkim? Może.. może mam wysiąść, czy coś? – patrzyła z
lekkim zdziwieniem, ale nadal w jej oczach tkwiła ta topowa jej duma i
wyższość, która w tym momencie nie pasowała do jej postawy ani trochę. Objęła
kolana, patrząc po nich, na dłużej pozostając wzrokiem przy Ance, która
momentalnie się opanowała.
- No bo.. jakoś nie spodziewaliśmy się.. – rudowłosa przełknęła ślinę - ..Że
zechcesz z nami usiąść.
- No a z kim innym miałabym usiąść? – zaśmiała się słodko, ukazując rząd
równiuteńkich, białych ząbków – Tylko wy wyglądacie na godnych zainteresowania
wśród plastików i ułomów. – dodała – Chyba, że te wasze koleżanki, ale.. Chyba
się mnie boją. No, w końcu jest czego. – zachichotała cichutko, uśmiechając się
do rudowłosej, na co tamta spuściła wzrok i zarumieniła się, chowając nieco za
Gerda.
- To miło z twojej strony, że przysiadłaś się do nas. – odparła przyjaźnie
Agata, potocznie zwana Agą i uśmiechnęła się do niej, co tamta odwzajemniła – A
w ogóle.. to chyba się nie przedstawiliśmy.
- Och, no tak. – pachnęła ręką w powietrzu i wyciągnęła ją w stronę Agi – Raina
jestem. – powiedziała, nadal z tym szerokim, ociekającym idealnością jak i ona
cała, uśmiechem.
- Ładne imię. – jasnowłosa ponownie odwzajemniła uśmiech – Agata. A to Michał.
– chłopak wyszczerzył się, więc brunetka zachichotała.
- A dziękuję. O, a ciebie to znam. – uznała, patrząc na Franka.
I znów to samo. Zerknął na nią
zaledwie na moment. Przecież mógłby przysiąc, że miała dziś czerwone soczewki..
Ale nie. Jej oczy znów na ten ułamek sekundy zaszły czernią, sprawiając, że
chłopak zbladł. Momentalnie uciekł wzrokiem na swoje kolana, przysuwając się do
Gabi dość bardzo. Nie, nie było to przyjemne. Ani trochę przyjemne. Wydawało mu
się, że wariuje.
- T-tak, w lesie mnie spotkałaś.. No. – wydukał cicho, uciekając wzrokiem.
- Franek, tak? – pokiwał głową, więc dziewczyna zerknęła na blondwłosą, która
siedziała blisko Franka i mrugała dwukolorowymi oczami.
- Gabryśka. – powiedziała w końcu, lekko się uśmiechając i wyciągnęła do niej
rękę, którą tamta uścisnęła lekko.
- Ładne oczy. – zachichotała wesoło, zerkając na Ankę i nieobecnego Gerarda – A
wy?
- Anka i Gerard, brat mój. Mają zły dzień. – Michał wyręczył ich szybko,
uśmiechając się przepraszająco.
- No więc.. cześć. – tamta szybko powiedziała i równie szybko przeniosła wzrok
na krajobraz – Zapowiada się ładna pogoda, nieprawdaż?
❧
Obeszli wręcz wszystkie
możliwe do wypróbowania atrakcje, przejechali się wszystkimi dostępnymi
karuzelami, wliczając nawet te dla dzieci. Śmiali się co chwilę, równie często
kupując na spółkę gigantyczną watę cukrową, z zapałem słuchając chociażby
błahych historyjek opowiadanych przez brunetkę. Szczerze mówiąc, nawet gdyby
opowiedziała ze szczegółami co widziała w drodze do szkoły, i tak byliby równie
zainteresowani, bo ona po prostu nawet samym wyglądem sprawiała, że chciało się
jej słuchać. Była po prostu interesująca. Inna. Nowa. Nie taka szara i
oklepana, czy to charakterem, czy wyglądem. Nawet imię miała oryginalne. Raina?
Żadne z nich wcześniej nie słyszało o takim, a co dopiero, żeby znać kogoś, kto
takowe posiada.. Była chodzącą atrakcją. Niemal eksponatem, o ile można tak
powiedzieć na osobę żywą.
Tym razem nawet Anka nie
odcinała się od towarzystwa, od rozmów i dyskusji, słuchała wszystkiego, co
tamta miała do powiedzenia, mimo że sama nie mówiła nic. Cóż, była po prostu
zbyt nieśmiała, żeby bez trudu rozmawiać z osobą tak bezpośrednią i wygadaną.
Ona słuchała. Uczestniczyła w tym, nawet, jeśli nie wypowiadała się osobiście,
chociaż tutaj nikt nie ucierpiał, bo inni zadawali za nią pytania, na które
chciała otrzymać odpowiedź.
Wydawałoby się, że po raz
pierwszy wszyscy byli zainteresowani i zgodnie rozmawiali z jedną osobą, na
jeden temat i to równocześnie. Tak pochłonięci rozmową, że nikt nawet nie
zauważył, że Gerard przez cały ten czas, niezdrowo wpatrujący się we Franka nie
powiedział zupełnie nic. A jeśli ktoś jest ciekawy, nawet nie słuchał. Nie
potrzebował słuchawek o głośnej muzyki, by maksymalnie odciąć się od świata. Po
prostu nie mógł się z tym pogodzić, i może to chore, ale to uczucie i ta
wiedza, do której doszedł po siedemdziesięciu dwóch godzinach przemyśleń
zabijała go od środka. Wiedział, że musi się tym z kimś podzielić, ale na ten
konkretny moment nie widział odpowiedniej osoby, mimo że normalnie bez wahania
wskazałby ich kilka.
Usiadł na ławce obok dziwnej
dziewczyny, której imienia nie zapamiętał na karuzeli. Tamci poszli na autka, śmiejąc
się co chwilę, w rezultacie zajmując niemal połowę toru na dobrą godzinę. Nie
nudziło ich to. Wręcz potrzebowali tego, jak dzieci. Ja dzieci.
- Czemu ty się w ogóle nie odzywasz, co? Ja chyba uznam, że w ogóle nie umiesz
mówić. – uznała wesoło Raina, tykając Gerda w bok.
- Droga wolna. – mruknął cichutko, bezbarwnym, zachrypniętym głosem, tuląc do
siebie kolana i zaciskając powieki.
- Stało się coś? – spytała lekko zmartwiona.
- Nieszczęśliwy jestem, ok. – mruknął, śmiejąc się głupio i popatrzył na nią
przez łzy – Jestem idiotą. Mam rodziców, brata, odzyskałem wzrok, mam
przyjaciół, ale nie. Kurwa mało mi problemów. Musiałem coś spierdolić. – aż się
zdziwił, że jednym zdaniu przeklnął dwa razy – Nie wolno mi. Nie, rozumiesz?
Nie tu, nie tak. – łzy ciekły mu po policzkach, ale mimo to nikt przechodzący
obok nie widział tego. Nikt poza Rainą nie słyszał tego, co mówił, bo wszystko
wypowiedział szeptem.
- Powiedz mu. – powiedziała brunetka, w momencie gdy kolejka na autkach
skończyła się i wstała z ławki, wchodząc na tor i zajmując czerwone autko. Zostawiając
Gerarda w szoku. Bo skąd niby miała wiedzieć, o czym mówił?
dzień
piąty:
Nadzieja znikła, nie było jej. Nawet ona go olała, akurat teraz, gdy przydałyby
mu się jej dziwne wywody i niejasne, pozaziemskie rady. Został po prostu sam,
wszyscy go zostawili, chociaż szczerze mówiąc, ani trochę im się nie dziwił. Bo
kto normalny wytrzymałby z takim wrakiem człowieka; bladym jak zombie, ciągle
milczącym, zrozpaczonym i w dodatku najprawdopodobniej zachwianym emocjonalnie
Gerardem, który widzi jakąś jebaną czarodziejkę z kosmosu, wyglądającą jak duch
z taniego horroru. Kto zainteresowałby się nic nie znaczącym, nieogarniętym w
dodatku chłopaku, którem nowo poznana dziewczyna najprawdopodobniej weszła do
głowy. Kogo by obchodził jakiś masochista, który jakby sobie sam na złość nie
umie pogodzić się z tym, kim i jaki jest.
Serce nie sługa i najwyższa pora, żebyś to w końcu zrozumiał.
Było mu trudno. Bardzo trudno.
Myślał o tym od trzech, jebanych dni, a z każdym kolejnym było tylko gorzej.
Nie rozumiał swojego zdania, tego, że sam był wobec siebie na tyle krytyczny,
że nie potrafił tego tak po prostu, od ręki przyjąć i pogodzić się z tym raz na
zawsze. Wiedział za to, że jeśli zdecyduje się przyznać przed Frankiem, czego
sobie na dobrą sprawę w ogóle nie wyobrażał, to wcale nie będzie mu łatwiej.
Nie miał pojęcia, co było
lepsze. Życie dalej, ze świadomością, że twój najlepszy, jedyny może przyjaciel
jest obiektem twoich westchnień, czy przyznanie mu się i konsekwencje tego. A
wiedział, że chłopak może po prostu tego nie przyjąć. Że przez kilka słów,
które chciał właśnie wypowiedzieć, może wszystko zepsuć, zniszczyć, zakończyć,
zakopać. Pogrzebać ich przyjaźń, ich więź. Wiedział to wszystko. Nawet to, że
po prostu może go stracić, na każdy możliwy sposób. A to bolałoby go jeszcze
bardziej.
Jego walizka stała spakowana
tuż obok jego ławki. Nie, nie jego, wróć. Obok ławki, na której wręcz koczował,
od około sześciu godzin. Gdyby nie to, że za jakieś trzydzieści minut mieli
wracać do Rzeszowa, zapewne przyrósłby do drewnianego przedmiotu i prowadził z
nim osiadły tryb życia w swoim bólu, który ciągle przeżywał. Był idiotą i
powiedział to sobie już dawno. Ale jeszcze nigdy nie dawało się to tak we
znaki, jak teraz.
Poczuł, jak stara ławka
zaskrzypiała i ugięła się pod ciężarem drugiej osoby, która się przysiadła. Nie
wiedział, kim osoba była, nie wiedział nawet, czy go to obchodzi, więc tylko
schował twarz w podkurczone nogi i zacisnął powieki.
- Wyglądasz trochę dziwnie. – uznał Franek, patrząc lekko zmartwiony do
przyjaciela, który zaczął się kiwać na boki jak schizofrenik. Nie, lekko zmartwiony jednak nie oddaje stanu
rzeczy. Brunet był bardzo, ale to bardzo zmartwiony i widząc, że jego najlepszy
kumpel, ktoś, komu ufał ponad życie i kogo kochał jak rodzonego brata zamartwia
się czymś czwarty dzień z rzędu. I jego to zabijało. Ale inaczej. Zabijała go
niewiedza i bezradność, jaką mógł się pochwalić w tej sprawie. I mimo, że na
ogół tylko udawał miłego, a tak naprawdę był pieprzonym egoistą, jeśli szło
akurat o Gerarda, nie taki dupek jak on by się skruszył. W tym przypadku nie
mogło być inaczej i tyle.
- Człowieku, co ci jest? – zaczął znowu, a w odpowiedzi dostał tylko przeciągły,
rozpaczliwy szloch ze strony Gerda. Jęknął cicho, czując się jeszcze bardziej
bezradny niż przed momentem i po prostu przytulił go do siebie lekko,
zaciskając powieki.
- Na człowieka t-to trzeba wygląd-dać. – wydukał Gerd, ciągnąc nosem, nadal popłakując
co jakiś czas. Z każdą chwilą uspokajał się, opanowywał łzy i powoli
doprowadzał oddech i bicie serca do normy. Ciepło, które biło od Franka było mu
po prostu potrzebne, dawało więcej, niż chłopak chciał przekazać tym
przyjacielskim gestem. Dlatego wtulił się w niego jak dziecko w matkę, czując
jak wszystko z niego ulatuje, a problemy maleją. Przy nim czuł się czysty.
Wolny od tego wszystkiego.
- Nie mów tak, Gerdu. – powiedział cicho, sam zdziwiony swoją postawą. Nigdy
nie pocieszał. Nie podnosił na duchu. Nie rozczulał się nad innymi. A tu nie
umiał.
- Jestem idiotą, Franiu. – szepnął, opierając głowę na jego torsie.
- Nie jesteś i nawet nie wkurwiaj mnie takim gadaniem, dobrze?
- Jestem. Jestem idiotą, żebyś wiedział jakim cholernym! – schował twarz w
dłoniach.
- Nie, nie jesteś. – powiedział po raz kolejny, bardzo poważnie.
- Kocham cię, Franiu. – szepnął cicho, zaciskając powieki – Przepraszam.
Nie wierzył, że to powiedział.
Tak bezsensownie, jakby zaraz miał zaśmiać się i powiedzieć, że tylko żartował.
Ale nie żartował, wiedział, co mówi. Może irracjonalnym było zakochać się w
kimś zaledwie w przeciągu miesiąca, ale wiedział, że to właśnie to. Te
wszystkie przypadki, gdy czuł motyle w brzuchu, albo zdawało mu się, że właśnie
walnęła go ciężarówka, gdy spojrzał tylko na Jabłońskiego to kolejne głupie
przykłady, jak cholernie w tym siedział. Nie nabijałby z czegoś takiego. Nie
umiałby, po prostu nie.
Franek otworzył lekko usta,
chcąc coś powiedzieć, chociażby coś w stylu „pierdolisz”, byle cokolwiek, ale
nie mógł. Nie mógł się odezwać. Mijał sekundy, później minuty, a on nadal
czekał, aż Gerard podniesie się z uśmiechem i powie, że to tylko taki żart,
bardzo głupi. Ale z każdą kolejną minutą zdawał sobie sprawę z tego, że to
wszystko było na poważnie. Nawet za bardzo na poważnie, można powiedzieć.
Wiedział, że Gerard poświęcił wiele, by mu to powiedzieć i to wpływało na niego
jeszcze gorzej niż sama świadomość. Czuł się po prostu rozdarty. Podzielony
jakby na dwie części, dwie różne istoty, gdzie jedna pragnęła nigdy więcej nie
puścić Gerarda, a druga wołała bezustannie, że nie powinien.
Piętnaście minut. Cisza.
Gerard ani drgnął, nie potrafiąc nawet otworzyć oczu. Każda kolejna chwila
przybliżała go do obłędu w takim stopniu, że miał ochotę krzyczeć. Spodziewał
się wszystkiego. Odrzucenia, wyzwisk, złości, wszystkiego. Oprócz milczenia,
tej pieprzonej ciszy, która mogła kryć wszystko to. Dlatego czuł, jakby z każdą
sekundą pomału wariował.
- Nie potrafię. – szepnął w końcu Jabłoński, zakrywając usta ręką. Gerard
podniósł głowę, patrząc na przerażonego chłopaka, który ani nie był zły, ani
zbulwersowany, tylko po prostu przerażony. – Nie umiem, przepraszam. – jęknął
cichutko, chowając twarz w dłoniach.
Nie odpowiedział mu. Po prostu
złapał go leciutko za nadgarstki, ściągając jego dłonie z twarzy po czym tylko
położył mu głowę na ramieniu. Nie miał pojęcia, że gdy już okaże się, że nie ma
szans będzie tak poważny. Tak obojętny. Ale wiedział też, że to szybko minie a
później wpadnie w histerię.
- Proszę, zostaw mnie samego. – powiedział w końcu Franek, łamiącym się,
niepodobnym do niego głosem. Nie chciał płakać, a na pewno nie przy kimś, nie
przy Gerardzie. Nie chciał też, żeby tamten wziął to za odmowę, ale przecież
nie mógł. Nie mógł sobie na to pozwolić. Miał tylko nadzieję, że Gerd go
zrozumie.
Chłopak puścił go momentalnie,
wycierając oczy i powoli wstał, patrząc na Franka zaszklonymi oczami. Nie miał
pojęcia, co powinien zrobić, więc posłuchał prośby przyjaciela i ignorując
spływające mu po policzkach łzy, zabrał swoje rzeczy i poszedł do autokaru,
mijając brata z Agą, Rainę i Ankę. Nie zrozumieją, nie pomogą mu. Nikt nie mógł
mu pomóc. Wszystko się skończyło.
1 raz dodaję komentarz,chyba 1 :D
OdpowiedzUsuńGerard jest...przykrą postacią?Chyba tak to mogę nazvvać,pravda?Zajebiście piszesz,takiego Frerarda chyba nigdy nie czytałam,serio:)
ohohohohohoh D: przerwałam dla tego kucyki pony, wiedz, że coś się dzieje. boożeee, Gee! ;________; nie ważna Raina, do której coś mam i nawet ta Gabryśka ghosttownowa by jej chętnie przypierdoliła, nie ważny Majkel, boziu, Gee!
OdpowiedzUsuńDAJ KOLEJNE
tymczasem
Ide w kucyki <3
/ heartfalling
Brazylijska Nieeeee, a ile tak bd musiała na to czekać? Tak baaaardzo długo, czy nie? ;] Myślałam przez chwilkę, że Gabi się rzuci na tą Rainę ;) Byłaby bk ;> I wgl... skąd ta Raina wiedziała, co czuje Gee? I Frank takie przerażenie tym wszystkim... Nie no cudowne, cudowne ^^ Tlko mi Gerda szkoda... Kocham twoje opowiadanie i ze zniecierpliwieniem czekam na każdy kolejny odcinek ;>
OdpowiedzUsuńJezu, jak smutno. Cholera, tak pięknie to napisałaś, że aż brak słów. Gerdziu jest tak mocno biedny, że mam ochotę go z całej siły przytulić i ani na chwilę nie puścić. To jest cudowne, świetne, a każde słowo wręcz ocieka zajebistościę. Daj nam kolejny rozdział <3 [fools-for-love.blogspot.com]
OdpowiedzUsuńCO SIĘ NIBY SKOŃCZYŁO? CO SIĘ KURWA SKOŃCZYŁO?! *ej, na blogspocie można klnąć w komentarzach, szał ciał.*
OdpowiedzUsuńej i znów szał, że powiedział, dobrze że powiedział, cieszę się że powiedział, ale franek niech się pierdoli *kocham Cię blogspocie*, i zapierdala do niego żeby rzucić się mu w ramiona. he. tyle xd
o rzesz kurwa :O Frank, idioto, leć do niego!
OdpowiedzUsuńTaaaak! Wreszcie Gerd mu powiedział! <3 (pomińmy fakt, że u mnie trwa to o wiele dłużej, no ale.xd)
OdpowiedzUsuńOgólnie to bardzo mi się podobało, tylko, że teraz bd mieć dwóch nie za bardzo zadowolonych z życia panów. Gerard bd się użalał nad sobą, że Frank go nie kocha, a Frank nie bd wiedział co o tym myśleć, hmm? W sumie to ma dziewczynę i wgl. Och pomińmy to, że wiem co będzie dalej przecież, ale nawet mimo to, noo..xdd
No także tego, kolejny jak najszybciej poproszę. :***
http://thank-you-for-your-venom.blogspot.com/
Szczerze? Wiele w życiu napisałam i wiesz o tym najlepiej, ale nigdy nie chciałoby mi się tak opisywać tego fragmentu między wyznaniem a odezwaniem się Frania. Serio, wyższa szkoła jazdy. I fakt, popieram panny wyżej, szał ciał, można kląć. <3 ale ciul, ja będę się hamować~
OdpowiedzUsuńPRZEZ TEN SPOILER CHCĘ JUŻ KOLEJNY *-*
ej, ja rozumiem wszystko.. ale no weź, Franek, jak możesz być taki kurwa ciemny? D: a poza tym, to spoko.
OdpowiedzUsuńOooo! ♥
OdpowiedzUsuńKocham to opowiadanie, bardzobardzobardzobardzobardzo! Smutny odcinek dzisiaj, prawie się pobeczałam. Biedni Franuś i Gee, tacy zagubieni i, chociaż mają wokół kochających ludzi, tacy samotni. Piękne.
Po pierwsze chcę żebyś wiedziala, że jest już po 3:00 w nocy, a ja siedze i od 21:00 przeczytalam wszystkie odcinki i na pewno do rana wszystko nadrobię, bo tak mnie to wciągnęło i po prostu nie mogę się oderwać :)
OdpowiedzUsuńA po drugie super zakończenie :)