czwartek, maja 24, 2012

8} ghost town

take me with you when you go

dzień czwarty:
Byli tu już całe cztery dni, aż nie mógł w to uwierzyć. I pomyśleć, że już jutro wyjeżdżają. Nie będzie już tego, co tutaj. Wszystko wróci do normy i szarej rzeczywistości obracającej się wokół jednego, nieulegającego zmianie schematu. Wstawanie, szkoła, nauka, znajomi, sen. I w kółko. Wiedzieli, że tak będzie i każdy, ale to każdy, włącznie z nielicznymi niezadowolonymi osobami, chciał tu zostać na kolejne cztery, albo pięć dni. 
            Zdania były podzielone. Część była absolutnie zachwycona wyjazdem, inni nie mieli zdania, a jeszcze inni potrzebowaliby do szczęścia mieć chociażby komputer z internetem, albo częstszy zasięg w telefonie. Franek był w pierwszej grupie, a jak. Mógł się w końcu wyszaleć, wygadać z przyjaciółmi na wszystkie tematy, spędzić czas z każdym po trochu i lepiej wszystkich poznać. Ich towarzystwo, a raczej grupka, w której na co dzień się obracali uległa zmianie, ponieważ część dziewczyn oddzieliło się od nich nieco, podobnie jak Michał z Agatą, którzy spędzali ze sobą wiele czasu, gdyż byli bardzo podobni pod względem zainteresowań. W dodatku, o dziwo sama piękność z klasy równoległej od czasu do czasu do nich zawitała, ale najczęściej do Franka, albo Gerarda. 
            Nie zdarzało się wcześniej, żeby przysiadła się do pełnej grupy. A jednak. 
            Siedzieli właśnie w szóstkę w dość dużym wagoniku od czegoś w stylu Diabelskiego Młyna, na samym środku Lunaparku, który był głównym punktem dzisiejszej wycieczki. Dwa miejsca były wolne, więc gdy tylko ich wagonik ponownie znalazł się w miejscu, w którym się do niego wsiada, uśmiechnięta dziewczyna wsiadła do niego, tuż obok Gerarda i Anki.
- Cześć. – zaczęła, zakładając nogę na nogę, bawiąc się sznurówkami wysokich butów. Dziś jej oczy nie były koloru czarnego, ani nie takie, jakimi widział je Frank. Były z czerwonymi tęczówkami, co było zapewne spowodowane przez soczewki, mimo że nadal dawało mroczny efekt. 
            Milczeli. Wszyscy, jak jeden mąż. Franek był przerażony, chyba przez ich spotkanie w lesie, Gabi patrzyła z deka krytycznie, Michał z Agatą byli dość zdziwieni, ale zaciekawieni, Gerard obojętnie a Anka.. No Anka wyglądała, jakby ktoś porządnie walnął ją w głowę. 
- Cześć. – odparł pierwszy Michał, Agata pomachała zaraz po jego słowach a Gerard kiwnął głową kilka razy. Nie, nie z lenistwa. Ograniczał mówienie do minimum, chyba za dużo myślał. Nawet Franek i Anka zaczęli się martwić, ale nie w takim momencie.             Zanim ktokolwiek się poruszył, ich wagonik znalazł się w najwyższym nad ziemią punkcie, przez co Gerarda przeszedł dreszcz, ale nie powiedział nic. Po prostu przyglądał się dziewczynie, nic więcej, nic. Franek nadal siedział jak zaklęty, Gabryśka nadal patrzyła dziwnie, a Anka.. no cóż, u niej nie zmieniło się nic. Zachwyt w oczach i przerażenie za razem, ale znikome, bardzo znikome.
- No hej. Co wam wszystkim? Może.. może mam wysiąść, czy coś? – patrzyła z lekkim zdziwieniem, ale nadal w jej oczach tkwiła ta topowa jej duma i wyższość, która w tym momencie nie pasowała do jej postawy ani trochę. Objęła kolana, patrząc po nich, na dłużej pozostając wzrokiem przy Ance, która momentalnie się opanowała. 
- No bo.. jakoś nie spodziewaliśmy się.. – rudowłosa przełknęła ślinę - ..Że zechcesz z nami usiąść. 
- No a z kim innym miałabym usiąść? – zaśmiała się słodko, ukazując rząd równiuteńkich, białych ząbków – Tylko wy wyglądacie na godnych zainteresowania wśród plastików i ułomów. – dodała – Chyba, że te wasze koleżanki, ale.. Chyba się mnie boją. No, w końcu jest czego. – zachichotała cichutko, uśmiechając się do rudowłosej, na co tamta spuściła wzrok i zarumieniła się, chowając nieco za Gerda.
- To miło z twojej strony, że przysiadłaś się do nas. – odparła przyjaźnie Agata, potocznie zwana Agą i uśmiechnęła się do niej, co tamta odwzajemniła – A w ogóle.. to chyba się nie przedstawiliśmy.
- Och, no tak. – pachnęła ręką w powietrzu i wyciągnęła ją w stronę Agi – Raina jestem. – powiedziała, nadal z tym szerokim, ociekającym idealnością jak i ona cała, uśmiechem.
- Ładne imię. – jasnowłosa ponownie odwzajemniła uśmiech – Agata. A to Michał. – chłopak wyszczerzył się, więc brunetka zachichotała.
- A dziękuję. O, a ciebie to znam. – uznała, patrząc na Franka.
            I znów to samo. Zerknął na nią zaledwie na moment. Przecież mógłby przysiąc, że miała dziś czerwone soczewki.. Ale nie. Jej oczy znów na ten ułamek sekundy zaszły czernią, sprawiając, że chłopak zbladł. Momentalnie uciekł wzrokiem na swoje kolana, przysuwając się do Gabi dość bardzo. Nie, nie było to przyjemne. Ani trochę przyjemne. Wydawało mu się, że wariuje.
- T-tak, w lesie mnie spotkałaś.. No. – wydukał cicho, uciekając wzrokiem.
- Franek, tak? – pokiwał głową, więc dziewczyna zerknęła na blondwłosą, która siedziała blisko Franka i mrugała dwukolorowymi oczami.
- Gabryśka. – powiedziała w końcu, lekko się uśmiechając i wyciągnęła do niej rękę, którą tamta uścisnęła lekko.
- Ładne oczy. – zachichotała wesoło, zerkając na Ankę i nieobecnego Gerarda – A wy?
- Anka i Gerard, brat mój. Mają zły dzień. – Michał wyręczył ich szybko, uśmiechając się przepraszająco.
- No więc.. cześć. – tamta szybko powiedziała i równie szybko przeniosła wzrok na krajobraz – Zapowiada się ładna pogoda, nieprawdaż?


            Obeszli wręcz wszystkie możliwe do wypróbowania atrakcje, przejechali się wszystkimi dostępnymi karuzelami, wliczając nawet te dla dzieci. Śmiali się co chwilę, równie często kupując na spółkę gigantyczną watę cukrową, z zapałem słuchając chociażby błahych historyjek opowiadanych przez brunetkę. Szczerze mówiąc, nawet gdyby opowiedziała ze szczegółami co widziała w drodze do szkoły, i tak byliby równie zainteresowani, bo ona po prostu nawet samym wyglądem sprawiała, że chciało się jej słuchać. Była po prostu interesująca. Inna. Nowa. Nie taka szara i oklepana, czy to charakterem, czy wyglądem. Nawet imię miała oryginalne. Raina? Żadne z nich wcześniej nie słyszało o takim, a co dopiero, żeby znać kogoś, kto takowe posiada.. Była chodzącą atrakcją. Niemal eksponatem, o ile można tak powiedzieć na osobę żywą. 
            Tym razem nawet Anka nie odcinała się od towarzystwa, od rozmów i dyskusji, słuchała wszystkiego, co tamta miała do powiedzenia, mimo że sama nie mówiła nic. Cóż, była po prostu zbyt nieśmiała, żeby bez trudu rozmawiać z osobą tak bezpośrednią i wygadaną. Ona słuchała. Uczestniczyła w tym, nawet, jeśli nie wypowiadała się osobiście, chociaż tutaj nikt nie ucierpiał, bo inni zadawali za nią pytania, na które chciała otrzymać odpowiedź.
            Wydawałoby się, że po raz pierwszy wszyscy byli zainteresowani i zgodnie rozmawiali z jedną osobą, na jeden temat i to równocześnie. Tak pochłonięci rozmową, że nikt nawet nie zauważył, że Gerard przez cały ten czas, niezdrowo wpatrujący się we Franka nie powiedział zupełnie nic. A jeśli ktoś jest ciekawy, nawet nie słuchał. Nie potrzebował słuchawek o głośnej muzyki, by maksymalnie odciąć się od świata. Po prostu nie mógł się z tym pogodzić, i może to chore, ale to uczucie i ta wiedza, do której doszedł po siedemdziesięciu dwóch godzinach przemyśleń zabijała go od środka. Wiedział, że musi się tym z kimś podzielić, ale na ten konkretny moment nie widział odpowiedniej osoby, mimo że normalnie bez wahania wskazałby ich kilka. 
            Usiadł na ławce obok dziwnej dziewczyny, której imienia nie zapamiętał na karuzeli. Tamci poszli na autka, śmiejąc się co chwilę, w rezultacie zajmując niemal połowę toru na dobrą godzinę. Nie nudziło ich to. Wręcz potrzebowali tego, jak dzieci. Ja dzieci.
- Czemu ty się w ogóle nie odzywasz, co? Ja chyba uznam, że w ogóle nie umiesz mówić. – uznała wesoło Raina, tykając Gerda w bok.
- Droga wolna. – mruknął cichutko, bezbarwnym, zachrypniętym głosem, tuląc do siebie kolana i zaciskając powieki.
- Stało się coś? – spytała lekko zmartwiona.
- Nieszczęśliwy jestem, ok. – mruknął, śmiejąc się głupio i popatrzył na nią przez łzy – Jestem idiotą. Mam rodziców, brata, odzyskałem wzrok, mam przyjaciół, ale nie. Kurwa mało mi problemów. Musiałem coś spierdolić. – aż się zdziwił, że jednym zdaniu przeklnął dwa razy – Nie wolno mi. Nie, rozumiesz? Nie tu, nie tak. – łzy ciekły mu po policzkach, ale mimo to nikt przechodzący obok nie widział tego. Nikt poza Rainą nie słyszał tego, co mówił, bo wszystko wypowiedział szeptem.
- Powiedz mu. – powiedziała brunetka, w momencie gdy kolejka na autkach skończyła się i wstała z ławki, wchodząc na tor i zajmując czerwone autko. Zostawiając Gerarda w szoku. Bo skąd niby miała wiedzieć, o czym mówił?

dzień piąty:
Nadzieja znikła, nie było jej. Nawet ona go olała, akurat teraz, gdy przydałyby mu się jej dziwne wywody i niejasne, pozaziemskie rady. Został po prostu sam, wszyscy go zostawili, chociaż szczerze mówiąc, ani trochę im się nie dziwił. Bo kto normalny wytrzymałby z takim wrakiem człowieka; bladym jak zombie, ciągle milczącym, zrozpaczonym i w dodatku najprawdopodobniej zachwianym emocjonalnie Gerardem, który widzi jakąś jebaną czarodziejkę z kosmosu, wyglądającą jak duch z taniego horroru. Kto zainteresowałby się nic nie znaczącym, nieogarniętym w dodatku chłopaku, którem nowo poznana dziewczyna najprawdopodobniej weszła do głowy. Kogo by obchodził jakiś masochista, który jakby sobie sam na złość nie umie pogodzić się z tym, kim i jaki jest. 
            Serce nie sługa i najwyższa pora, żebyś to w końcu zrozumiał.
            Było mu trudno. Bardzo trudno. Myślał o tym od trzech, jebanych dni, a z każdym kolejnym było tylko gorzej. Nie rozumiał swojego zdania, tego, że sam był wobec siebie na tyle krytyczny, że nie potrafił tego tak po prostu, od ręki przyjąć i pogodzić się z tym raz na zawsze. Wiedział za to, że jeśli zdecyduje się przyznać przed Frankiem, czego sobie na dobrą sprawę w ogóle nie wyobrażał, to wcale nie będzie mu łatwiej. 
            Nie miał pojęcia, co było lepsze. Życie dalej, ze świadomością, że twój najlepszy, jedyny może przyjaciel jest obiektem twoich westchnień, czy przyznanie mu się i konsekwencje tego. A wiedział, że chłopak może po prostu tego nie przyjąć. Że przez kilka słów, które chciał właśnie wypowiedzieć, może wszystko zepsuć, zniszczyć, zakończyć, zakopać. Pogrzebać ich przyjaźń, ich więź. Wiedział to wszystko. Nawet to, że po prostu może go stracić, na każdy możliwy sposób. A to bolałoby go jeszcze bardziej.
            Jego walizka stała spakowana tuż obok jego ławki. Nie, nie jego, wróć. Obok ławki, na której wręcz koczował, od około sześciu godzin. Gdyby nie to, że za jakieś trzydzieści minut mieli wracać do Rzeszowa, zapewne przyrósłby do drewnianego przedmiotu i prowadził z nim osiadły tryb życia w swoim bólu, który ciągle przeżywał. Był idiotą i powiedział to sobie już dawno. Ale jeszcze nigdy nie dawało się to tak we znaki, jak teraz.
            Poczuł, jak stara ławka zaskrzypiała i ugięła się pod ciężarem drugiej osoby, która się przysiadła. Nie wiedział, kim osoba była, nie wiedział nawet, czy go to obchodzi, więc tylko schował twarz w podkurczone nogi i zacisnął powieki.
- Wyglądasz trochę dziwnie. – uznał Franek, patrząc lekko zmartwiony do przyjaciela, który zaczął się kiwać na boki jak schizofrenik. Nie, lekko zmartwiony jednak nie oddaje stanu rzeczy. Brunet był bardzo, ale to bardzo zmartwiony i widząc, że jego najlepszy kumpel, ktoś, komu ufał ponad życie i kogo kochał jak rodzonego brata zamartwia się czymś czwarty dzień z rzędu. I jego to zabijało. Ale inaczej. Zabijała go niewiedza i bezradność, jaką mógł się pochwalić w tej sprawie. I mimo, że na ogół tylko udawał miłego, a tak naprawdę był pieprzonym egoistą, jeśli szło akurat o Gerarda, nie taki dupek jak on by się skruszył. W tym przypadku nie mogło być inaczej i tyle.
- Człowieku, co ci jest? – zaczął znowu, a w odpowiedzi dostał tylko przeciągły, rozpaczliwy szloch ze strony Gerda. Jęknął cicho, czując się jeszcze bardziej bezradny niż przed momentem i po prostu przytulił go do siebie lekko, zaciskając powieki.
- Na człowieka t-to trzeba wygląd-dać. – wydukał Gerd, ciągnąc nosem, nadal popłakując co jakiś czas. Z każdą chwilą uspokajał się, opanowywał łzy i powoli doprowadzał oddech i bicie serca do normy. Ciepło, które biło od Franka było mu po prostu potrzebne, dawało więcej, niż chłopak chciał przekazać tym przyjacielskim gestem. Dlatego wtulił się w niego jak dziecko w matkę, czując jak wszystko z niego ulatuje, a problemy maleją. Przy nim czuł się czysty. Wolny od tego wszystkiego.
- Nie mów tak, Gerdu. – powiedział cicho, sam zdziwiony swoją postawą. Nigdy nie pocieszał. Nie podnosił na duchu. Nie rozczulał się nad innymi. A tu nie umiał.
- Jestem idiotą, Franiu. – szepnął, opierając głowę na jego torsie. 
- Nie jesteś i nawet nie wkurwiaj mnie takim gadaniem, dobrze?
- Jestem. Jestem idiotą, żebyś wiedział jakim cholernym! – schował twarz w dłoniach.
- Nie, nie jesteś. – powiedział po raz kolejny, bardzo poważnie.
- Kocham cię, Franiu. – szepnął cicho, zaciskając powieki – Przepraszam.
            Nie wierzył, że to powiedział. Tak bezsensownie, jakby zaraz miał zaśmiać się i powiedzieć, że tylko żartował. Ale nie żartował, wiedział, co mówi. Może irracjonalnym było zakochać się w kimś zaledwie w przeciągu miesiąca, ale wiedział, że to właśnie to. Te wszystkie przypadki, gdy czuł motyle w brzuchu, albo zdawało mu się, że właśnie walnęła go ciężarówka, gdy spojrzał tylko na Jabłońskiego to kolejne głupie przykłady, jak cholernie w tym siedział. Nie nabijałby z czegoś takiego. Nie umiałby, po prostu nie.
            Franek otworzył lekko usta, chcąc coś powiedzieć, chociażby coś w stylu „pierdolisz”, byle cokolwiek, ale nie mógł. Nie mógł się odezwać. Mijał sekundy, później minuty, a on nadal czekał, aż Gerard podniesie się z uśmiechem i powie, że to tylko taki żart, bardzo głupi. Ale z każdą kolejną minutą zdawał sobie sprawę z tego, że to wszystko było na poważnie. Nawet za bardzo na poważnie, można powiedzieć. Wiedział, że Gerard poświęcił wiele, by mu to powiedzieć i to wpływało na niego jeszcze gorzej niż sama świadomość. Czuł się po prostu rozdarty. Podzielony jakby na dwie części, dwie różne istoty, gdzie jedna pragnęła nigdy więcej nie puścić Gerarda, a druga wołała bezustannie, że nie powinien.
            Piętnaście minut. Cisza. Gerard ani drgnął, nie potrafiąc nawet otworzyć oczu. Każda kolejna chwila przybliżała go do obłędu w takim stopniu, że miał ochotę krzyczeć. Spodziewał się wszystkiego. Odrzucenia, wyzwisk, złości, wszystkiego. Oprócz milczenia, tej pieprzonej ciszy, która mogła kryć wszystko to. Dlatego czuł, jakby z każdą sekundą pomału wariował.
- Nie potrafię. – szepnął w końcu Jabłoński, zakrywając usta ręką. Gerard podniósł głowę, patrząc na przerażonego chłopaka, który ani nie był zły, ani zbulwersowany, tylko po prostu przerażony. – Nie umiem, przepraszam. – jęknął cichutko, chowając twarz w dłoniach. 
            Nie odpowiedział mu. Po prostu złapał go leciutko za nadgarstki, ściągając jego dłonie z twarzy po czym tylko położył mu głowę na ramieniu. Nie miał pojęcia, że gdy już okaże się, że nie ma szans będzie tak poważny. Tak obojętny. Ale wiedział też, że to szybko minie a później wpadnie w histerię. 
- Proszę, zostaw mnie samego. – powiedział w końcu Franek, łamiącym się, niepodobnym do niego głosem. Nie chciał płakać, a na pewno nie przy kimś, nie przy Gerardzie. Nie chciał też, żeby tamten wziął to za odmowę, ale przecież nie mógł. Nie mógł sobie na to pozwolić. Miał tylko nadzieję, że Gerd go zrozumie.
            Chłopak puścił go momentalnie, wycierając oczy i powoli wstał, patrząc na Franka zaszklonymi oczami. Nie miał pojęcia, co powinien zrobić, więc posłuchał prośby przyjaciela i ignorując spływające mu po policzkach łzy, zabrał swoje rzeczy i poszedł do autokaru, mijając brata z Agą, Rainę i Ankę. Nie zrozumieją, nie pomogą mu. Nikt nie mógł mu pomóc. Wszystko się skończyło.


11 komentarzy:

  1. 1 raz dodaję komentarz,chyba 1 :D
    Gerard jest...przykrą postacią?Chyba tak to mogę nazvvać,pravda?Zajebiście piszesz,takiego Frerarda chyba nigdy nie czytałam,serio:)

    OdpowiedzUsuń
  2. ohohohohohoh D: przerwałam dla tego kucyki pony, wiedz, że coś się dzieje. boożeee, Gee! ;________; nie ważna Raina, do której coś mam i nawet ta Gabryśka ghosttownowa by jej chętnie przypierdoliła, nie ważny Majkel, boziu, Gee!
    DAJ KOLEJNE

    tymczasem



    Ide w kucyki <3

    / heartfalling

    OdpowiedzUsuń
  3. Brazylijska Nieeeee, a ile tak bd musiała na to czekać? Tak baaaardzo długo, czy nie? ;] Myślałam przez chwilkę, że Gabi się rzuci na tą Rainę ;) Byłaby bk ;> I wgl... skąd ta Raina wiedziała, co czuje Gee? I Frank takie przerażenie tym wszystkim... Nie no cudowne, cudowne ^^ Tlko mi Gerda szkoda... Kocham twoje opowiadanie i ze zniecierpliwieniem czekam na każdy kolejny odcinek ;>

    OdpowiedzUsuń
  4. Jezu, jak smutno. Cholera, tak pięknie to napisałaś, że aż brak słów. Gerdziu jest tak mocno biedny, że mam ochotę go z całej siły przytulić i ani na chwilę nie puścić. To jest cudowne, świetne, a każde słowo wręcz ocieka zajebistościę. Daj nam kolejny rozdział <3 [fools-for-love.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
  5. CO SIĘ NIBY SKOŃCZYŁO? CO SIĘ KURWA SKOŃCZYŁO?! *ej, na blogspocie można klnąć w komentarzach, szał ciał.*
    ej i znów szał, że powiedział, dobrze że powiedział, cieszę się że powiedział, ale franek niech się pierdoli *kocham Cię blogspocie*, i zapierdala do niego żeby rzucić się mu w ramiona. he. tyle xd

    OdpowiedzUsuń
  6. o rzesz kurwa :O Frank, idioto, leć do niego!

    OdpowiedzUsuń
  7. Taaaak! Wreszcie Gerd mu powiedział! <3 (pomińmy fakt, że u mnie trwa to o wiele dłużej, no ale.xd)
    Ogólnie to bardzo mi się podobało, tylko, że teraz bd mieć dwóch nie za bardzo zadowolonych z życia panów. Gerard bd się użalał nad sobą, że Frank go nie kocha, a Frank nie bd wiedział co o tym myśleć, hmm? W sumie to ma dziewczynę i wgl. Och pomińmy to, że wiem co będzie dalej przecież, ale nawet mimo to, noo..xdd
    No także tego, kolejny jak najszybciej poproszę. :***

    http://thank-you-for-your-venom.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Szczerze? Wiele w życiu napisałam i wiesz o tym najlepiej, ale nigdy nie chciałoby mi się tak opisywać tego fragmentu między wyznaniem a odezwaniem się Frania. Serio, wyższa szkoła jazdy. I fakt, popieram panny wyżej, szał ciał, można kląć. <3 ale ciul, ja będę się hamować~
    PRZEZ TEN SPOILER CHCĘ JUŻ KOLEJNY *-*

    OdpowiedzUsuń
  9. ej, ja rozumiem wszystko.. ale no weź, Franek, jak możesz być taki kurwa ciemny? D: a poza tym, to spoko.

    OdpowiedzUsuń
  10. Oooo! ♥
    Kocham to opowiadanie, bardzobardzobardzobardzobardzo! Smutny odcinek dzisiaj, prawie się pobeczałam. Biedni Franuś i Gee, tacy zagubieni i, chociaż mają wokół kochających ludzi, tacy samotni. Piękne.

    OdpowiedzUsuń
  11. Po pierwsze chcę żebyś wiedziala, że jest już po 3:00 w nocy, a ja siedze i od 21:00 przeczytalam wszystkie odcinki i na pewno do rana wszystko nadrobię, bo tak mnie to wciągnęło i po prostu nie mogę się oderwać :)
    A po drugie super zakończenie :)

    OdpowiedzUsuń