poniedziałek, czerwca 18, 2012

10} ghost town

next to nothing

Niemal zdążyłem się już przyzwyczaić, że moje życie już od jakiegoś czasu kręciło się wokół tego samego. Wiem, wiem, powinienem być wdzięczny losowi, za to, co otrzymałem, co udało mi się odzyskać i nawet za to, co mnie czeka, ale nie potrafię sobie czasem nie usiąść i nie ponarzekać w spokoju. Bo pomimo tego, że mam już praktycznie wszystko, na czele z rodziną i grupą świetnych przyjaciół, którzy pomagają mi na każdym kroku i zawsze mogę na nich liczyć, teraz jest inaczej. Cała monotonia ciągnąca się od dokładnych sześciu tygodni została gwałtownie przerwana przez jeden wieczór, a w zasadzie noc, przez jedną osobę, która robiąc to wszystko całkowicie wywróciła mój świat do góry nogami, czyniąc mnie jedną z najszczęśliwszych istot na kuli ziemskiej. A nie potrzebowałem do szczęścia nic wielkiego, uwierzcie. Ani wielkich pieniędzy, ani sławy, ani czyjegoś nieszczęścia. Wystarczy mi on i jego obecność, gdy otworzyłem oczy.

            Właśnie. Budząc się od razu czułem, że nie śpię w swoim czerwonym pokoju na piętrze. Od razu wiedziałem też, że nie śpię sam. Wszystkie wspomnienia wróciły do mnie w zawrotnym tempie, zarówno te przyjemne jak te, których wolałbym nie pamiętać. Te drugie jednak stanowiły znaczną mniejszość. W końcu, po prawdzie niechętnie, podniosłem się do siadu i spojrzałem najpierw na śpiącego Frania a potem rozglądnąłem się po pokoju. Był identycznie taki, jakim zapamiętałem go wczoraj, gdy między pocałunkami lustrowałem go w delikatnym blasku świec, rozstawionych po całym piętrze. Zupełnie w taki sposób, jakby całe zajście było przygotowane...
            Odnalazłem swoje bokserki pośród innych, porozwalanych po białym pokoju części naszej garderoby, po czym wciągnęłam je na siebie w pośpiechu, po chwili ubierając również koszulkę. Po kompletnym ubraniu się, nie fatygowałem się prawie o nic więcej, jedynie poskładałem ubrania Jabłońskiego i ruszyłem do drzwi. Otworzyłem je bardzo cicho, patrząc, czy oby na pewno nie obudziłem Franka ich cichym skrzypnięciem. Wolałem na razie z nim nie rozmawiać. Po prostu nie byłem na to gotowy, żeby jeszcze z nim rozmawiać. Poza tym.. Kwestia tego, co nas łączy nadal stoi pod znakiem zapytania, ponieważ Franek nadal oficjalnie ma dziewczynę.. Szczerze mówiąc, wolałbym być teraz w domu i zająć się przypominaniem sobie budowy atomu, albo zagłębić się w cząstki elementarne, byle z nim nie rozmawiać. Wstydziłem się? Całkiem możliwe. Ale przede wszystkim ewidentnie bałem się tego, co usłyszę.
            Powoli zszedłem po schodach, od razu słysząc z kuchni gwar rozmów. Z wczorajszej imprezy po części pamiętam rozkład domu.. No, w miarę możliwości. Miałem nadzieję, że uda mi się przemknąć do kuchni, nie spotykając Rainy, której w pomieszczeniu nie słyszałem, jednak nie udało mi się. Gdy tylko zacząłem zbliżać się do parteru, usłyszałem dźwięk jej szpilek po mojej lewej stronie i już wiedziałem, że mi się nie udało. Zerknąłem na nią szybko, lustrując ją dokładnie. Jak słyszałem, jej stopy zdobiły piętnastocentymetrowe szpilki, przez co była ode mnie jeszcze wyższa, niż zazwyczaj, Do tego miała tylko i wyłącznie za dużą, męską koszulkę, zwisającą na jej drobnym ciele. Przyjrzałem się nadrukowi, który łudząco coś mi przypominał i już wiedziałem, że nie tylko ja i Franek poszliśmy na całość. No, i wiedziałem też, że Raina najprawdopodobniej spędziła noc z moim bratem.. Przeczesała blond kucyk, uśmiechając się szeroko, po czym wzięła mnie pod rękę, prowadząc do kuchni.
- Jak się spało? – spytała cicho, a ja tylko się uśmiechnąłem, dodając coś w stylu „całkiem dobrze”, po czym usiadłem przy stole.
            Po pierwszych sekundach już wiedziałem, że atmosfera wcale nie jest ciekawa, i ani trochę zadowalająca. Olek i Iwan byli jednymi z niewielu, którzy się śmiali, mój brat wyglądał na zakłopotanego, a Gabi na niewyspaną. Wolałem nie wiedzieć, czemu. Olka za to była cieniem człowieka, jakby ktoś ją dobrze sponiewierał, co tylko potwierdziło mi, że została na imprezie do rana. A, i jeszcze Agata. Ona tylko patrzyła, raz na Rainę, żartującą z Olkiem, raz na Michała. Spojrzeniem, które jeszcze trochę, a mogłoby zabijać.
- Aua, walnąłeś mnie w biodro! – warknęła na swojego brata skupiona Olcia, wpisując coś w laptop.
- To ty masz biodro? – chłopak pisnął aż i wybuchł śmiechem, poprawiając okulary, a Raina zawtórowała mu, nie zwracając uwagi na poddenerwowaną Olkę. No tak.
- Nie, kurwa. Ale mam kaca. – mruknęła dziewczyna, przeczesując rozpuszczone blond włosy, po czym kichnęła i zaklęła ponownie, po chwili łapiąc za kubek z kawą. Fakt, nie wyglądała najlepiej, wyglądała po prostu na zmęczoną i skacowaną.
- Piłaś? – zdziwiła się wchodząca do kuchni Natasza, a zaraz za nią Anka. Westchnąłem. Zrobiło się tłoczno, ale nadal brakowało Borysa. No, i Franka.
- Nie, nie piłam. Chlałam jak świnia. Nie poznaję się. – dziewczyna znów wystukała coś na klawiaturze w tym swoim zawrotnym tempie i popatrzyła po zgromadzonych, zatrzymując wzrok na mnie – Spałeś z kimś?
- Co? – nie, wcale nie było tak, że nie usłyszałem. Raczej byłem w szoku, że o to pyta.
- Czyli nie. Okej.
- Co ona pisze? – Anka siadła koło mnie, rozczochrana do granic możliwości, a Kiselewska znów podniosła wzrok, tyle że teraz na nią.
- Kto z kim spał i kto z kim się pokłócił, co dla wielu znaczy również „kto kogo zdradził”. – czyli mówiła o nowej notce na bloga. Anka zarumieniła się, a Ola zachichotała – Co z Gabi?
- Nie wiem co ze sobą zrobić – uznała Gabryśka – I nie jadłam śniadania, bo nie ma chleba tostowego, a ogórki są niedobre. Weź, nie mam po co żyć.
- Jakie emo! – pisnął Olek.
- No emo, emo. W dodatku świeci słońce. Straciłam sens życia.
- Nieprawda. Gabi po prostu zdradziła Franka. – uznała spokojnie Raina, a wymieniona zgromiła ją wzrokiem, pozostali zaś spojrzeli zdziwieni.
- Jak? – wyrwało mi się.
- Srak. Normalnie. – Raina upiła łyk kawy.
- Nie srak, tylko burak. – poprawił Olek, odrywając się od mieszania herbaty.
- Burak to jedno z najpopularniejszych imion w Turcji. – uznał wchodzący do kuchni Franek, a Olka zamknęła szybko laptop. Przecież wiedziała, że Jabłoński jeszcze o niczym nie wie. I chyba wolał nie wiedzieć. 
            Odkąd pojawił się Franek, nikt nie odezwał się nawet słowem, a ja tylko zastanawiałem się, gdzie się podział Borys. Skoro Raina mówiła, że Iwan jest z Nataszą, wiadomym było, że to z Borysem dziewczyna Jabłońskiego spędziła noc. No dobrze, może wtrącam się w nie swoje sprawy, a sam nie jestem ani trochę lepszy, ale jakoś nie wyobrażałem sobie, żeby tak zapatrzona w Jabłońskiego dziewczyna była w stanie go zdradzić. Co innego Franek, wiadomo było, że nie wytrzyma. Ale ona? Sam się dziwiłem, przecież wydawałoby się, że nie byłaby do tego zdolna. Albo po prostu wiele o niej nie wiem.



            Byłem kompletnym tchórzem, i gdy Franek spytał, co robiłem wczoraj na imprezie, bo on nic nie pamięta, odpowiedziałem, że nic ciekawego. Mogłem mu przecież wszystko powiedzieć. Powiedzieć, co się między nami wydarzyło. Ale wiadomość o tym, że o niczym nie wie przytłoczyła mnie tak, że nie byłem w stanie powiedzieć niczego więcej. Po prostu pobiegłem do domu i wybuchłem płaczem, zamykając się w swojej sypialni na poddaszu. 

            Bolało. Tak bardzo, że nie wiedziałem nawet, że coś może tak boleć, nie będąc niczym fizycznym. Nie rozumiałem, jak mógł niczego nie pamiętać. Przecież był trzeźwy, nawet trzech szklanek nie wypił. I przecież musiał to czuć. Musiał wiedzieć, że do czegoś doszło. Nie mogłem pojąć, jak może o niczym nie wiedzieć.
            Gdy tylko Raina nas odwiozła, po tym, jak wyszedłem z pokoju, cały zapłakany, ignorując nieodebrane połączenia od Franka i mamy, zszedłem na parter. Tam było chłodniej, ciszej. Michał siedział u Agaty, tłumacząc jej, że ta noc z Rainą nic dla niego nie znaczy i bardzo ją przeprasza. Zostałem więc sam. Byłem wdzięczny, że mogłem posiedzieć w samotności. Ale z drugiej strony zastanawiałem się, jak zabić ten pieprzony ból, jak wyrzucić z głowy głos Franka i jego pytanie. „Gerard, na pewno nic się nie stało? Gerdu, nie płacz, powiedz, przecież widzisz, że nic nie pamiętam.” Chciałem zapomnieć, że stchórzyłem. 
            Ale nie byłem sam tak długo, jakbym tego chciał. Po niecałej godzinie zadzwonił dzwonek do drzwi, a gdy je otworzyłem, zastałem za nimi Ankę. Była chyba jedyną osobą, którą chciałem teraz widzieć.
- Nie uwierzysz! – zaczęła, uśmiechając się szeroko. Miała schowane za plecami dłonie, a cała była przemoczona, bo znów padało. Spojrzałem na nią pytająco, wpuszczając do środka – Mama załatwiła mi bilety.. Nam. Załatwiła nam bilety na koncert.
- O nie. – zacząłem, nie wierząc, że mówi serio. Że załatwiła bilety, na koncert, który chciałem zobaczyć. Ale ona tylko pokiwała głową.
- Tak, Gerdu, idziemy na Comę! – przytuliła mnie mocno, a ja aż się uśmiechnąłem. Poprawiła mi humor.



            Gdy tylko Anka wyszła i przestało padać, ubrałem się i poszedłem na spacer. Jak z doświadczenia wiedziałem, spacery nie były najlepszym wyjściem, odkąd wielka łąka tak mnie kusiła. Skrzętnie ją omijałem, błądząc po obcych uliczkach, widząc, że powoli robi się ciemno. Nie przeszkadzało mi to. W mojej głowie panował taki mętlik, że tylko spacerując bez celu mogłem sobie to wszystko poukładać. Nie mogłem przestać myśleć o Franku. O tym, co wczoraj z nim przeszedłem. Nie o tym, że o wszystkim zapomniał, o ile w ogóle był świadomy, gdy to robił. Nadal bolało tak samo, ale próbowałem powiedzieć sobie, że do niczego nie doszło, że tego nie było. Tak, wiem, to nie było wyjście z sytuacji. Doskonale byłem tego świadom. Ale wiedziałem również, że moje zadręczanie się nie wróci mu tego wydarzenia w formie wspomnień.

            Jednak nadal nie dawałem sobie spokoju tematem Gabi. Pewnie byłem jakiś tępy, ale po prostu.. nie trafiało to do mnie? Chyba to miałem na myśli. Nie trafiało do mnie, że serio go zdradziła, o ile Raina się nie myliła, a czasem byłem zdania, że lepiej będzie brać poprawkę na to, co mówi. Nie, żebym jej nie ufał. Po prostu nie ufałem jej w pełni i miałem wrażenie, jakby czuła się lepsza poprzez owijanie sobie mojej przyjaciółki wokół palca. Może nie byłaby tak ochoczo nastawiona w tym kierunku, gdyby wiedziała, że Anka jest w nią zapatrzona jak w obrazek.. Co ona miała w sobie, że była chodzącym ideałem, a w dodatku talentem do niszczenia wszystkiego? No, ale mniejsza o to. Gabi po prostu z natury, jaką pokazywała na co dzień przeczyła czemuś takiemu. Zawsze miła, pogodna, przy boku Franka, chodząca za nim jak cień, z małą różnicą, bo cień nie może nawijać. Wierna. Właśnie. Tego nie potrafię podważyć nawet teraz, gdy rzekomo go zdradziła. To do niej nie pasuje. Wszyscy o tym wiedzieli, a to tylko potęgowało zdziwienie.
            No, i w centrum wszystkiego był właśnie Franek. Z jednej strony wolałem, żeby Falke nie była w pobliżu niego, gdy dowie się, że spędziła noc z innym, a jednak z drugiej czułem, że chciałem tego jak niczego innego. Tego, żeby mu powiedziała, żeby się dowiedział. Z jej ust, patrząc w jej dwukolorowe oczy. Żeby ją zostawił. Byłem egoistą? Może. Chciałem go dla siebie? Bez wątpienia. Bałem się tylko, że zacznę wyznawać zasadę „po trupach do celu”. To nie było w moim stylu.
            Minąłem łąkę z zaciekawieniem przyglądając się stojącej na jej skraju postaci. I znów to czułem. Tę chęć, by podejść, zobaczyć, wstąpić na teren, który tak napawał mnie strachem. Byłem jakiś nie do końca zdrowy, skoro chciałem do czegoś, czego się bałem. A jednak.
            Powoli szedłem w stronę postaci, dziwiąc się z każdą chwilą bardziej. Najpierw wydała mi się nieproporcjonalnie szeroka. W dodatku cała ubrana na czarno. Później nienaturalnie przechylona na prawo. Aż w końcu, gdy już podszedłem, moim oczom ukazał się czarny.. Strach na wróble. Tak, autentycznie, był to strach na wróble. Bałem się go, mimo że był tylko kupą materiałów na drewnianym drążku, jednak miał w sobie coś, co wywoływało strach. Ale nie tylko strach, bo też fascynację. Podobało mi się to uczucie. I w dodatku, o zgrozo, chciałem go już zaraz narysować. 
            Stałem tam dłuższą chwilę, widząc jednak, że nic mi z tego nie przyjdzie, ruszyłem do domu, skazując pana stracha na samotność. Było całkiem ciemno. We wszystkich domach jak i w mieszkaniach paliło się światło, a w oknach migały cienie postaci, będących w środku. Niedzielny wieczór. Większość ludzi miała gości, siedzieli w rodzinnym gronie, rozmawiali. Poczułem się pusty, widząc, że tylko mój dom wśród nich się jakoś wyróżnia. Tak, tylko tym, że nie paliło się w nim żadne światło. Jakby był pusty. Bez duszy. Jakby ją stracił.
            Pamiętam, gdy tato nie był jeszcze w wojsku. Byłem mały, miałem ze cztery lata. Mieszkaliśmy jeszcze w Gdańsku, w małym mieszkaniu na trzecim piętrze, mieliśmy psa i byliśmy szczęśliwi. Co weekend w domu roiło się od przyjaciół rodziców, gości, rodziny, i tej dalszej i tej bliskiej. Nasz dom żył. Mój tato był duszą towarzystwa. Napędzał całą energię, sprawiał, że każdy był miło nastawiony. Wystarczył jeden jego uśmiech, żeby wszystko było dobrze.
            Mijając dom Jabłońskich, poczułem, że coraz bardziej tęsknię za Frankiem. I to w inny sposób, niż powinienem kiedykolwiek. Za tym ciepłem, które od niego płynęło, gdy mnie tulił. Później za jego ustami. Za drobnym, niskim ciałkiem. Byłem nienormalny. Wyobrażałem sobie bóg wie co, wyobrażałem sobie rzeczy, które tylko pogarszały sprawę. A teraz, gdy widziałem go z Martynką na rękach, roześmianego, radosnego, nieświadomego.. Brakowało mi go bardziej niż kiedykolwiek. Czy chciałem tak dużo, prosząc o jego uśmiech? O dotyk, pocałunek, czy ciepłe słowo, jakie kierował do Gabi? Tak, prosiłem o zbyt wiele. O coś, co wyraźnie nie było dla mnie.
            Wszedłem do domu, nie zastając niczego poza ciszą, równocześnie ledwo co uciekając przed kolejną ulewą. Typowe. Już po chwili słyszałem dudniące o parapet rzęsiste krople deszczu i wywoływany przez nie szum. Kiedyś mnie uspakajał. Teraz nic nie było w stanie. Czując potok łez, spływający kaskadami po mojej bladej, rumianej od nerwów i wiatru twarzy, samoistnie ruszyłem do salonu. Nie kontrolowałem tego, czułem, że muszę. Wszyscy wokół topili smutki właśnie w alkoholu, więc czemu i ja nie mógłbym spróbować? Może chociaż od wpływem wódki udałoby mi się przez chwilę czuć jak normalny hetero chłopak, z dziewczyną do numerków na dwudziestominutowej, bez łażącej za mną jak cień Nadziei i bez wyolbrzymionych problemów. Otworzyłem barek, wyjmując pierwszą lepszą butelkę. Nie wiem, co w niej konkretnie było, ale napis dumnie głosił „40%!” więc wydała mi się odpowiednia. Może za mocna? Zawahałem się, jednak po chwili zatrzasnąłem mebel i usiadłem na fotelu, zrzucając z siebie płaszcz i rozpinając koszulę w drobną, niebieską kratkę.
            Otworzyłem pewnie butelkę, odrzucając zakrętkę gdzieś na bok. Wątpiłem, żeby była teraz potrzebna komuś z zamiarem uchlania się w cztery dupy. Zignorowałem rozhisteryzowaną Nadzieję, błagającą mnie wręcz, bym odstawił trunek na stół i się opanował. Była żałosna z tą przerażoną miną na tej idealniej, alabastrowej twarzy, z pomiętą, białą sukienką. Chciałem ją uciszyć, ale nie słuchała. Nadal krzyczała. Olałem ją.
            Pociągnąłem pierwszy łyk. Skrzywiłem się porządnie, marszcząc czoło. Niedobre. Paliło mi gardło i podejrzanie rozgrzewało. Za szybko, za mocno. Ale pociągnąłem kolejny łyk. Nadzieja nadal krzyczała, ale coraz ciszej. Patrzyłem na nią, z satysfakcją pijąc dalej. Aż w pewnym momencie zniknęła.
            Nie wiedziałem, czy to przez szybko uderzający mi do głowy alkohol, czy po prostu mnie olała – jak ja ją. Nie obchodziło mnie to. Wybuchłem radosnym śmiechem, bełkocząc coś do rudej Rybki, kręcącej się po salonie, miauczącej w dodatku na mnie. Nie wiedziałem, że kiedykolwiek przyjdzie mi się nachlać w towarzystwie kota.. Staczasz się, Gerard. Staczasz się.
            Usłyszałem dzwonek do drzwi, niedługo po tym, jak ze smutkiem uznałem, że wypiłem całą, gigantyczną butelkę mocnego alkoholu. Jednak wybuchłem tylko śmiechem i powoli, na chwiejnych nogach, lecz z typową dla nietrzeźwego pewnością siebie ruszyłem do drzwi z głupim uśmiechem na ustach.
            Jedyne, co pamiętam, to ubrany w mundur mężczyzna, mówiący coś ze smutkiem o.. o ojcu? A może o matce? Jeden pies. Pewnie o cioci.. Później runąłem jak długi na ziemię, śmiejąc się cicho, słysząc czyjeś wołania nade mną. Ale było mi zbyt błogo, by się odzywać. By się ocknąć. By wracać.

10 komentarzy:

  1. Gratulacje, populacje, owulacje ! ;D Nie mam pojęcia co mi odbiło ;] to jest boooooskie ;D Jak ty ślicznie piszesz. oddaj mi skrawek twojego talentu, bo nie chcę ciebie nadmiernie ogołacać ;D Jednocześnie to takie smutne...

    OdpowiedzUsuń
  2. nie rozumiem ale fajne ;<< szkoda mi mnie.

    / heartfalling

    OdpowiedzUsuń
  3. Loooolz. Wszyscy zdradzali się nawzajem? Prawie jak "moda na sukces"..xd Szkoda, że Franek nic nie pamięta, ja i tak wiem,że to wszystko przez Rainę i jej przyjaciół. Wgl, dziwni oni wszyscy są. Geerdu, nie zadręczaj się już i nie upijaj! Będzie dobrze, musi być. :3

    Także tego, kolejny poproszę.

    http://thank-you-for-your-venom.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Taa Gerard wstydź się, pije z rybką a z nami sie nie podzieli...
    Ale do rzeczy, rozdział jak zawsze super, szkoda tylko że Frano nic nie pamięta :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudny part, jak zresztą każdy od Ciebie ^^
    Franio sobie wszyyystko przypomni, a.. Tak, przyznam się, według mnie Raina jest spoko i wcale nie jest dupkiem ^^ po prostu jest bardzo spostrzegawczą dziewczyną i umie wyciągać wnioski...
    Jak strzelam (mam nadzieję, że celnie), Gerarda ojciec już raczej do domu nie wróci... albo wróci. W trumnie. Biedak.
    Oczywiście, czekam na dalszy ciąg.
    A co do tego szablonu, ja chętnie skorzystam z Twojej propozycji ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ej, Franek niczego nie pamięta przez tą Raine, tak? Debilka mu coś wstrzyknęła, a on teraz nie pamięta najlepszej rzeczy w sowim życiu. Serio, to się robi coraz bardziej dziwne. No, i… GERARD, ZABIŁAEŚ SWOJĄ NADZIEJĘ. I po jaką się cholerę tak upijał? Przecież kac jest okropny. W dodatku, pewnie powiedzieli ci, że twój tatko nie żyję… ZŁY CZŁOWIEK Z CIEBIE, GERD! Kocham ten rozdział, w sumie jak każdy. Chcę więcej <3 [fools-for-love.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
  7. Omnomnom, geniaaaalne, słoneczko moje świecące <3 szkoda, że Franek nic nie pamięta, jednak i tak jest dobrze :33 czekam na kolejne~

    OdpowiedzUsuń
  8. Gerdziu nie smuuutaj D: Da, Franek to dupek. Raina tez. I w ogóle.
    COOOOOOOMAAAAAAAA <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Franek, dupo, czemu nie pamiętasz? D:
    to jest jej wina, Raina jest zła, mówię wam.

    OdpowiedzUsuń