teenagers
Nigdy
nie jedzcie zielonych żelków. Naprawdę nie są dobre.
Przyjeżdżając do tego miasta miałem
szczerą nadzieję, że coś się w moim życiu zmieni. Coś więcej, niż tylko to, że
odzyskam wzrok. Nie, nie żebym chciał narzekać, broń boże, po prostu.. Nie
wiem. Sam nie wiem, ani co szuję, ani co myślę, ani czego chcę. Od kilku dni
ogarnęło mnie cholerne niezdecydowanie i nie mam pojęcia jak je zwalczyć. Jakby
moje życie z dnia na dzień nagle straciło sens. Ale to przecież niemożliwe, bo
nie brakuje mi niczego. Zupełnie niczego. Mam przyjaciół, mam dobre oceny, mam
rodzinę. Nie wiem więc, czego mi brakuje.
Ostatnio nauczycielka plastyki
stwierdziła, że naprawdę mam potencjał w dziedzinie rysunku, i że pod żadnym
pozorem nie wolno mi go zmarnować, bo osobiście mnie udusi. Oczywiście, była to
przenośnia, ale coraz więcej osób uznaje, że mam niezmierzony talent do
rysowania, mimo że ja tego nie widzę. Fakt, rysowanie nie sprawia mi problemu, cokolwiek
kazano by mi przelać na papier, ja to zrobię. Ale czy to już jest zaraz jakiś
wielki talent? Czy jeżeli umiem zrobić zadania z matematyki też będę
matematycznym talentem?
Czułem, czułem od pewnego
czasu, że coś się w moim życiu zmienia, że coś nabiera kształtu i że już
niedługo będzie zupełnie inaczej. Wiedziałem, byłem tego pewien. Ale mimo tego,
że szukam i staram się dowiedzieć, co to może być, nie potrafię tego określić.
Wiem, że będzie to coś dużego, coś co zmieni mnie od środka i nie pozwoli o
sobie zapomnieć. Czuję to. To coś chce wyjść, ale jeszcze nie może. Jakby
rosło, dojrzewało we mnie. Jakby chciało urosnąć i potem ruszyć ze zdwojoną
siłą. Nie wiedziałem, co to jest, ale nie bałem się tego. Czułem, że mnie nie
zabije. Czułem, że może mnie zranić, ale w ostateczności tylko mnie wzmocni.
Wiedziałem, wiedziałem jak nigdy, że się nie mylę.
Siedzieliśmy dość dużą grupką
na placu zabaw. Ja z Anką standardowo byliśmy na boku, ale tyle nas różniło, że
ja przynajmniej co jakiś czas włączałem się w rozmowę, dodatkowo cały czas
słuchając, co moi przyjaciele mają do powiedzenia. Ona nie. Może i słuchała,
ale zdawała się być między nami całkowicie nieobecna, siedziała tylko z
słuchawką w prawym uchu, tępo patrząc we własne, podkulone kolana, które
obejmowała rękami. Wyglądała tak samo, jak zawsze. Ciemne, pościerane spodnie,
czerwone trampki i luźna, czarna koszulka, tym razem z nadrukiem Avenged Sevenfold. Jej krótkie, rude
włosy były dziś wyjątkowo puszczone wolno, przez co widać było, że sięgają do
połowy szyi. Dziwna, była cholernie dziwna. Zupełnie inna, niż dziewczyny w
dzisiejszych czasach. Tak jak wtedy, w zeszłym tygodniu, chyba jako jedyna nie
przyłączyła się do podziwiania naszych klasowych kolegów, tylko tak jak teraz
siedziała cicho, z boku i zdawała się nie być niczym zainteresowana.
Zabrałem mojemu bratu kilka
żelków. Takie dobre, w kształcie misiów. Żelki potrafią być naprawdę fajne,
chyba że są zielone. A zielone są niedobre.
- No Franek weź mi przepisz to zadanie! – jęknął po chwili Oluś, wyraźnie
zmartwiony tym, jak bardzo jest ignorowany przez Franka. Z wrażenia aż mu ta
blond grzywka spadła na oczy, więc szybko ją odgarnął, po czym poprawił
okulary, które miał na nosie i nadal, ściskając czerwony zeszyt, patrzył
błagalnie na Jabłońskiego.
- Oluś, dziecko.. – zaczął Franek, wyraźnie szukając wytłumaczenia, żeby tylko
niczego nie pisać – Nie mogę pisać, bo złamałem kolano w łokciu. Znaczy
łokieć.. no wiesz o czym mówię. – skończył, tłumiąc chichot, co nijak mu
wychodziło. Naprawdę, uwielbiałem roześmianego Franka. Był po prostu słodki.
- Nawet się nie wymiguj! Obiecałeś! – Olek piszczał jak biedne, zagubione
dziecko. Szczerze, to zrobiło mi się go trochę szkoda. Ale tylko trochę.
- A wiesz, że najgłębsza depresja to koło morza martwego będzie? – zaczął
Franek, zapatrzony w podręcznik od geografii, udając, że śledzi tekst
znajdujący się w nim z niebywałym przejęciem.
- Nie dziwne, że ma najgłębszą depresję, skoro jest martwe... – stwierdził mój
brat cicho, wywołując śmiech kilku osób.
- Co nie zmienia faktu, że Jabłoński miał mi przepisać zadanie! – zaczął znowu
Oluś, tym swoim biednym głosem, na co Gabi zaczęła się głupio śmiać. No tak.
Zauważyłem jakiś czas temu, że jest naprawdę głupiutką blondyneczką, ślepo
zapatrzoną we Franka. Jak zresztą połowa naszej klasy, nie ma jednej żeby nie
wzdychała do Franusia, Olusia, Michałka albo (o zgrozo) mnie. A nie, jest.
Dubińska nie wzdycha do nikogo. Cud.
- No dajże ten zeszyt, bo zamęczysz mnie na śmierć. – westchnął Franek,
odrzucając podręcznik od geografii i ze zrezygnowaniem przejął zeszyt od
przyjaciela.
Lubiłem mu się przyglądać,
przede wszystkim dla tego, że było czemu. Nie, nie żebym uważał, że jest jakiś
przystojny czy coś.. Był raczej ciekawy. Co chwila zmieniał wyraz twarzy, raz
był skupiony, a za chwilę już się szczerzył. Nie umiałem tak, jak on, zmieniać
co chwilę emocji.
- No dzięki, Frań. – Olek od razu się rozpromienił, jakby Franek podarował mu
gwiazdkę z nieba i zaczął sobie beztrosko rozmawiać z Agatą, która to cały czas
przyglądała się mojemu bratu, z wzajemnością zresztą. Nie raziło mnie to nawet,
bo robili to dyskretnie, nie obnosili się z tym wzajemnym zainteresowaniem jak
chociażby Falke i Jabłoński. Coś ze mną nie tak, nazywam ludzi po nazwisku,
przecież to tak niekulturalnie. I jeszcze mi normalne relacje ludzkie
przeszkadzają, to.. dziwne i równie dziwnie się z tym czuję. Może ja jakiś
nietolerancyjny jestem?
W tym właśnie momencie, gdy
całe wykłady w mojej głowie wiele wniosły do mojego myślenia i już niemal
postanowiłem być bardziej wyrozumiały dla zakochanej pary, tamci oczywiście
musieli wszystko spieprzyć, pomijając już fakt, że (o zgrozo) właśnie użyłem
wulgaryzmu. Oczywiście, siedząca na kolanach Franka, Gabi, zaczęła mu
przeszkadzać w pisaniu zadania, głaszcząc go po głowie, na co tamten porzucił
swoje zajęcie, wpijając się łapczywie w jej usta, na co tylko Nana westchnęła.
Zerknąłem na nią, widziałem jak udaje, że przepisuje coś z zeszytu do zeszytu,
ale tak naprawdę zerkała zdenerwowanym spojrzeniem na dziewczynę mojego
przyjaciela.
- Gabryśka, dziecko, opanuj odruchy! – jęknął zrozpaczony Olek, teatralnie
chowając swoją bledziutką, rumianą twarzyczkę za różowym zeszytem siostry,
który szybko został mu przez nią wyrwany. Zauważyłem, że chłopak jest strasznie
uczuciowy i wrażliwy, ale za nic w świecie nie mogłem zrozumieć, czemu i on tak
na nich reaguje. Może nie tylko ja mam takie zdanie?
- Oluś, uspokój się i daj ten internet! – jęknęła jego siostra, po czym zabrała
mu modem, który momentalnie znalazł się w laptopie ułożonym na jej kolanach.
Niedługo później dziewczyna pisała w coś w komputerze w skupieniu, co
zakończyła gwałtownym i głośnym naciśnięciem jakiegoś klawisza, przypuszczam,
że entera.
- Ta notka zmieni świat! – o mało się nie wzruszyła i przypuszczam, że gdyby
nie laptop spoczywający na jej kolanach, zaczęłaby tańczyć jakiś obłędny taniec
hula.
- Co tam masz, Olcia? – zaciekawiła się Nana, zerkając w ekran, na co
westchnęła tylko z dezaprobatą i wywracając oczami pokręciła głową.
- Jak to; co? Właśnie ogłosiłam na naszym blogu, że Gabi i Franek prowadzą
gorący romans! – blondwłosa siostra Olka obrzuciła całą naszą grupę zachwyconym
spojrzeniem, zatrzymując je na zdziwionej parze. – Komentarze napływają w
zawrotnym tempie, kochani. Cytować? – tamci oboje pokiwali głową, nawet ja
zacząłem się przysłuchiwać. W końcu to miało być do ogółu chyba, nie?
- No dawaj Olcia.
- Tak więc.. „mam doła jak stodoła!” albo „oni razem? a może frytki i cola do
tego?” to jedne z lepszych.. – zachichotała dziewczyna i przewinęła stronę
dalej – „jak pod wydarzeniem na fejsie będzie tysiak lajków, to Franek z nią
zerwie”.. hmm.. niezbyt miłe, ale mam pomysł na kolejną notkę przynajmniej.
- Nie zerwę, prawda Gabuś? – Franek przytulając ją, cmoknął ją w czoło.
- No chyba raczej nie.. Prawda? – spojrzała na niego z uśmiechem, głaszcząc go
po policzku.
- Nie zerwę. – stwierdził poważnie, przyciskając ją do siebie mocno.
Odwróciłem wzrok. Nie miałem
na to ochoty. Oglądając ich czułości, czułem się co najmniej dziwnie, żeby nie
powiedzieć nieswojo, a najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że nie miałem
pojęcia dlaczego. To znaczy.. nie oszukujmy się, bo przypuszczałem, ale jakby..
nie chciałem tego do siebie dopuścić. Głupi jestem, bo jeśli mam rację to i tak
nic na to nie poradzę, ale trzeba mieć na co narzekać, prawda? Więc znalazłem
sobie powód. Będę prowadził inteligentne przemyślenia na temat mojej orientacji
seksualnej.
- Co oni tam tak przeżywają? – zapytał ktoś cicho, blisko mnie, wyrywając mnie
z zamyślenia i sprowadzając mnie z powrotem do żywych. Odwróciłem głowę w
stronę głosu, spostrzegając, że Dubińska, już bez słuchawek, wpatruje się we
mnie z zaciekawieniem.
- Związek Franka i Gabryśki. – odparłem szorstko, spuszczając wzrok na swoje
trampki. Anka powinna zrozumieć o czym mówię, a jeśli dorówna inteligencją do
swojej blond koleżanki, siedzącej właśnie na kolanach Franusia, to już nic na
to nie poradzę, bo nie mam zamiaru się nad tym rozdrabniać.
Postanowiłem przemilczeć fakt,
że rudowłosa patrzyła na mnie
jakoś dziwnie, ni to pytająco, ni to z zaciekawieniem. Nie wiedziałem czemu,
nie wiedziałem po co, a nawet chyba nie chciałem, miałem wystarczająco dość po
dzisiejszym dniu. Chyba jednak byłoby mi łatwiej, gdybym znał tylko Ankę i
mojego brata, nie dając się wciągnąć w żadne inne kontakty. Ale niestety,
ocknąłem się już trochę zbyt późno, o ile nie powiedzieć, że cholernie zbyt
późno, bo w momencie, gdy miałem dziesięcioosobową grupkę znajomych i byłem
obiektem westchnień ćwierci dziewczyn w tej szkole. Bałem się, że za niedługo
zaczną się z mojego powodu ciąć, ale to chyba raczej bardziej prawdopodobne w
przypadku Jabłońskiego i jego wiernego fanklubu. Ciekawe jakby zareagowała taka
grupka, gdyby ich „bohater” okazał się wykazywać zachowania homoseksualne...
- No co? – wypaliłem w końcu, patrząc z lekkim rozbawieniem na lustrującą mnie
wzrokiem Ankę, na co tylko pokręciła głową, jakby z niedowierzaniem. Chyba
musiałem to powiedzieć zbyt głośno, bo pozostałe osiem osób patrzyło na nas
dziwnie.
- Nic, nic. – powiedziała cicho i się podniosła – My już będziemy się zbierać.
– dodała znacznie głośniej, i gdy już miałem zaprzeczyć, tamta ciągnęła dalej –
Gerard źle się poczuł a jeszcze mamy się pouczyć, więc.. do jutra. Chodź,
biedaku.
A, czyli to się nazywa
wykorzystywanie do wyższych celów? Bo tak się czułem podobnie. Rozglądnąłem się
powoli, a widząc, że nadal jestem głównym obiektem obserwacji, podczas
wstawania skrzywiłem się i pozwoliłem nawet, żeby przyjaciółka podała mi torbę.
- Ale nic ci nie będzie, prawda Gerry? – zapytała zmartwiona Gabi, o dziwo,
wyglądająca na wyraźnie zmartwioną.
- Nie, nie. Tylko zmęczony już jestem. – wykręciłem się i ignorując spojrzenie
Franka i pożegnania ze strony przyjaciół jak i znajomych pośpiesznie oddaliłem
się z rudą na bezpieczną odległość. Nawet na nią nie patrzyłem, mimo że
wiedziałem, że ona nadal mnie obserwuje. Byłem jej po prostu wdzięczny, że mnie
stamtąd zabrała i chciałem chłonąć ten spokój i ciszę. Przy niej było to
proste, bo gdy czegoś chciała, zanim się odezwała, najpierw kilka razy się nad
tym zastanawiała i dzięki jej za to.
- Co ci? – zapytała po prostu, gdy weszliśmy na uliczkę przy szkole. Było już
pewnie przed ósmą, bo słońce zachodziło za blokami już od dobrych trzydziestu
minut.
- Też chciałbym wiedzieć.. – mruknąłem i usiadłem przed szkołą na czymś w
rodzaju za wysokiego murka, licząc że koleżanka sama się przysiądzie. Nie
pomyliłem się, już po chwili znalazła się obok mnie – Dzięki, serio.
- Za co? – zdziwiła się niemało, pewnie nie była przyzwyczajona do podziękowań.
- Że mnie stamtąd zabrałaś i że nie masz mnie jeszcze dość. – zaśmiałem się
głupio, sam nie wiedząc z czego, przyglądając się przedłużeniu uliczki, przy
której stała szkoła, prowadzącemu na dziwną łąkę.
- Nie ma za co. Odpowiedz mi lepiej na pierwsze pytanie.
- Ale nie mam pojęcia, Anka. Serio. Znaczy, zdaje mi się, że przypuszczam, że
mam kilka opcji, ale..
- Dobra, jeszcze raz, bo czuję, że w tym „zdaje mi się, że przypuszczam, że
mam” to już sam się pogubiłeś. – powiedziała, przerywając moją niezrozumiałą
nawet dla mnie wypowiedź, równocześnie opierając głowę o moje ramię.
- Dobra, zrobimy tak.. Znasz jakiegoś geja? – zapytałem, zerkając na nią bez
przekonania. Moje spojrzenie musiało wyrażać wszelkie moje rozterki, więc
pewnie i ona już wiedziała, do czego dążę.
- Naturalnie, że tak. – powiedziała, uśmiechając się szeroko.
- Na przykład?
- No.. Chociażby Olek. – powiedziała najnormalniej w świecie, wzruszając przy
tym ramionami. Nie zareagowałem, bo nawet mnie to nie zdziwiło.
- Tylko?
- No jeszcze Artur, ten wiesz który. On nie chodzi do naszej szkoły, ale ci go
pokazywałam.
- Nie przeszkadzają ci? – kurde, czułem się, jakbym robił jej jakiś wywiad,
tyle że ona była bardzo luźno do tego nastawiona i pytania wydawały się być jej
zupełnie obojętne, o ile nawet nie przyjemne.
- Skąd ten pomysł, Gerd? Oczywiście, że nie. Są.. na swój sposób kochani i nie
wiem, czemu, ale często pytają mnie o rady.. – zachichotała.
- Pewnie przez to, że jesteś tolerancyjna. – stwierdziłem, w końcu odrywając od
niej wzrok, przenosząc go na ledwo oświetloną ulicę przed nami i jeden, marny,
jadący samochód. Nie odpowiedziała mi, więc po jakimś czasie znów na nią
zerknąłem. Też wpatrywała się w ulice.
Nie, nie było mi łatwo o tym
mówić. Faktem jest, że sama obecność zaufanej osoby pomagała mi się otworzyć i
w pełni dojść do tego, jak jest naprawdę, ale mimo to, łatwo ani przyjemnie nie
było. Pewnie dlatego, że nigdy nie myślałem nad tym, że mógłbym nie być hetero.
Nie robiło mi to różnicy, ale czułem, że raczej nie jestem jeszcze gotowy, żeby
tak po prostu przyjąć to do siebie.
- A czemu o to pytasz? – spytała w końcu, poprawiając grzywkę.
- Bo.. no bo tego, bo ja..
- No ale spokojnie, nie denerwuj się tak. – powiedziała powoli, dość cicho. Po
chwili nawet poczułem, że lekko mnie przytuliła, zapewne chcąc podnieść mnie na
duchu i ułatwić mi wyrzucenie to z siebie.
- Wydaje mi się, że jestem gejem właśnie. – powiedziałem w końcu, czując jak
całe moje ciało oblewa chłodny pot. Zdziwiłem się, że poszło mi tak łatwo, ale
z drugiej strony dziękowałem jakiejś wyższej sile, że już mam to za sobą.
Schowałem twarz w dłoniach, zaciskając powieki.
W odpowiedzi dziewczyna tylko
zaczęła przeczesywać moje ciemne włosy palcami. Nie odpowiedziała, nie uciekła,
nie nakrzyczała na mnie, że co ja niby sobie wyobrażam, nic. Czułem tylko jej
chłodne palce na swoim czole. Nie wiedziałem, czy to dobrze, czy źle, więc spojrzałem
na nią po chwili, zdziwiony tym, co zobaczyłem.
Po prostu się uśmiechała. Uśmiechała
się leciutko, w dodatku wyraźnie widziałem w jej oczach spokój, jakbym właśnie
oznajmił jej coś cholernie oczywistego, czy mało ważnego. Jakby z sekundy na
sekundę przyjęła moje słowa do wiadomości.
- Nie uciekasz ani nic.. – stwierdziłem, nadal lekko zdziwiony, opuszczając
całkiem ręce. Zaśmiała się tylko i objęła mnie ramieniem, przenosząc wzrok na
ulicę przed nami.
- Myślałeś, że tego nie zaakceptuję? Przecież to i tak nic nie zmienia. Nie
ważne, czy gej, hetero i czy biseksualny, Gerd. To też jest miłość, a jeśli
ktoś nie umie tego zaakceptować, to tylko jego problem, bo jest mocno
ograniczony. A to przecież niczego nie zmienia, nie tracisz swojej wartości,
nadal masz takie same szanse i prawa jak inni.
- I przez to nie uciekasz? Jesteś tolerancyjna po prostu?
- A po co miałabym uciekać? Ty pewnie też byś nie uciekł, gdybyś już wcześniej
wiedział, że jestem lesbijką. Ty będziesz podrywał chłopców, ja będę się oglądać
za dziewczynami, a jak ktoś będzie miał z tym problem, to gorzko tego pożałuje.
– oznajmiła, nie zmieniając pozycji. Szczerze? Tutaj już mocno się zdziwiłem,
ale miałem też dowód, że wartościowość człowieka w żadnej mierze nie pokrywa
się z jego orientacją i muszę przyznać, że cholernie mi to pomogło.
Gabi udusze. O. Ślicznie opisane, jak zawsze zreszta. I podoba mi sie postać Anki <3
OdpowiedzUsuń