my
heart is an empire
dzień
pierwszy:
Ciocia
objęła Franka mocno, trwając w podobnej pozycji przez jakiś czas. Mimo że
chłopak był tylko synem jej siostry, kochała go jak własne dziecko i martwiła
się o niego na każdym kroku. Cóż się jej dziwić, skoro gdyby coś mu się stało,
ona będzie za to odpowiadała.. Ale nie. Kobieta po prostu była z nim
niezmiernie zżyta, traktowała go jak syna i zwyczajnie musiała się z nim
pożegnać, skoro miała wytrzymać pięć dni bez jego głupich pomysłów, żartów i
rozmów z nim. Ich relacje były naprawdę dobre, a w dodatku pani Justyna była
osobą bardzo wrażliwą, więc takie przeżywanie było u niej typowe.
- Masz wszystko? – spytała troskliwie, wypuszczając go z objęć, patrząc na
niego czule.
- Tak, ciociu. Co do jednej rzeczy. – odparł radośnie Franek, tuląc teraz
Martynkę, po chwili zaczynając ją łaskotać, do czasu aż nie spostrzegł w
świetle latarni nadchodzącego Gerarda.
Było jeszcze ciemno i
wcześnie, bo zaledwie koło czwartej. Niebo nadal było spowite ciężkimi,
deszczowymi chmurami, pozostałością po wczorajsze ulewie, więc było jeszcze
bardziej szaro, niż powinno. Gerard wszedł na chodnik, podchodząc do grupki i
stanął koło Franka.
- Dzień dobry. – przywitał się ciepło z panią Justyną, która to zaraz go
przytuliła, nie dając nawet powiedzieć cześć Frankowi. Szatyn widząc zaistniałą
sytuację, zaczął się cicho śmiać, zerkając na nich.
- Cześć, Gerard. – powiedziała kobieta, puszczając go szybko – Pilnuj go, żeby
grzeczny był, dobra?
- Załatwione, prze pani. – Gerd zasalutował i razem z Jabłońskim zaśmiali się
cicho.
- Noga cię nie boli? – zmartwiła się Justyna, patrząc na siostrzeńca
troskliwie.
- Nie boli, ciociu. Przecież ją wyleczyli, wiesz kiedy to było?
- No niby tak, niby tak. Ale jak cos to co?
- To nic. Bedę grzeczny.
- W szczególności przy dziewczynach, Franiu. – upomniała go, zerkając znacząco.
- Ale.. ja jestem grzeczny wobec dziewczyn, ciociu! – zaprotestował, patrząc
zdziwionym wzrokiem i przekrzywił głowę.
- Ja wiem. Ale żeby ci takie pomysły do głowy nie wpadły jak wczoraj.. –
zachichotała cicho, a Franek spłonął rumieńcem, uciekając wzrokiem i ignorując
zaśmiewającego się Gerarda.
- Słyszałaś? – spytał po chwili, lekko przerażony – Przecież byliśmy cicho i w
ogóle..
- No nie wiem, czy cicho, skoro trudno byłoby was nie słyszeć. Ta twoja
Gabrysia to chyba dobrze z tobą ma. Przynajmniej z tego, co słyszałam..
- Ciociu! – jęknął zmieszany, odwracając się lekko na bok, zerkając na
śmiejącego się przyjaciela – A ty się nie śmiej, no!
- No przepraszam, przepraszam. – Gerdu wziął od niego siostrę i zaczął coś do niej
gadać.
- Tylko wy się zabezpieczajcie, co? – dodała cicho.
- Możesz mi przeszukać szuflady na dowód, że nie będziesz babcią. – mruknął
rozdrażniony, patrząc na nią gniewnie.
- No wolę nie. Ufam ci, Franuś, bardzo ufam. – uśmiechnęła się i podeszła do Gerarda
z Martynką na rękach – No, chodź młoda, wracamy. – dziewczynka od razu mocno
uścisnęła Gerda, a potem zeskoczyła mu z rąk, na moment tuląc Frankową nogę,
ale tylko na moment. Niedługo potem już chowała się za ciotką.
Minęło kilka minut a Franek już
stał w towarzystwie swojej dziewczyny, Gerarda i Anki z ich klasą, czekając, aż
pani Basia zacznie sprawdzać listę obecności. Mimo panującej w grupie ciszy,
każdy był podekscytowany pięciodniowym wyjazdem na swój sposób i już nie mógł
się doczekać zwiedzania stolicy, chodzenia po okolicznych lasach i bawienia się
beztrosko przez pięć dni. Może był dopiero wrzesień, i można by rzec, że
jeszcze nie mają od czego odpoczywać, ale przyzwyczajeni do wakacyjnej przerwy
tylko czekają na jakąś wycieczkę, niezależnie od tego, czy jest początek,
połowa, czy koniec roku.
- Dobra, jesteście wszyscy, więc wsiadacie. Od Oli po kolei, nie pchać się, nie
bić o miejsca, autokar jest naprawdę duży i każdy znajdzie coś dla siebie. –
powiedziała spokojnie wychowawczyni, na co cała klasa, zaczynając od Olki i
Olka zaczęła wsiadać do pojazdu w towarzystwie cichych rozmów. Nikt nie miał
zamiaru krzyczeć, czy bić się o miejsca, bo wszyscy byli po prostu zaspani i
zmęczeni, przez wstawanie o bardzo wczesnej godzinie i większa połowa marzyła
jedynie o miękkim fotelu, żeby dojść do siebie, mimo ekscytacji wyjazdem.
Tradycyjnie Damian, Dawid i Bartek byli w pełni obudzeni i mieli najwięcej do
gadania, ale to już akurat było całkowicie typowe. Franek z Gerardem usiedli
obok siebie, pozostawiając wolną rękę dziewczynom, które również usiadły razem.
Gerard siedział w lewym rzędzie od okna, a Franek od przejścia, przez co był
zaraz obok Anki, gdyż jego dziewczyna postanowiła podziwiać krajobrazy za
oknem, oczywiście gdy już zrobi się jasno. Anka jak zwykle odcięła się przy
pomocy słuchawek, wystukując jedynie rytm piosenki o oparcie na rękę. Franek
przyjrzał się jej nadgarstkowi, który tradycyjnie powinien mieć osiemnaście
bransoletek, po czym ze zdziwieniem stwierdził, że dziś dziewczyna ma tylko po pięć
na rękę. Zaczął je oglądać, chichocząc przy tym cicho.
- Bransoletek ci ubyło koleżanko, goła jesteś. – odparł wesoło, bawiąc się
przywieszką na jednej bransoletce z muliny przedstawiającą bliżej nieokreślony
kształt – A co to takiego jest, hm?
- Twój nowy bóg, satanisto. – bąknęła, patrząc spod na wpół zamkniętych oczu,
wyraźnie jeszcze była śpiąca.
– Nie widzisz, że to zebra? – zdziwił się Gerard, wyglądający mu przez ramię.
- O faktycznie! – wykrzyknął, zaśmiewając się durnowato, a dziewczyna pokręciła
jedynie głową, wyswobadzając rękę.
- Czuję się taka.. zgwałcona. – mruknęła, na co Franek wpadł w jeszcze gorszy
śmiech.
- Jabłoński jak się nie wyciszy, to zaraz zamknie drzwi z drugiej strony. –
powiedziała pani Basia, zakładając ręce na biodra – Chyba, że woli okno. –
klasa zachichotała cicho a lekko obrażony Franek oparł się o fotel, w momencie,
gdy autokar ruszył spod szkoły.
- Ale cię ciocia zawstydziła, co? – zaczął cicho Gerd, uśmiechając się
delikatnie, a Franek tylko westchnął.
- Ale my serio byliśmy.. cicho. Naprawdę. – mruknął, wywracając oczami.
- No to jakim cudem słyszała?
- Pewnie siedziała pod drzwiami. – wymienili spojrzenia, po czym zaczęli się
cicho śmiać.
- Serio? Aż tak źle? Ciekawe, czy moja mama też będzie mi siedziała pod
drzwiami.
- Na pewno. Z twoim bratem.
- Weź nie strasz, bo jeszcze zostanę zawodową dziewicą. – powiedział ze
strachem, odgarniając ciemne włosy z czoła, a Frań zachichotał.
- Nie wierzę ci.
- Nie musisz. Ja wiem lepiej. Nie będę tego
robił przy osobach trzecich.
- Za drzwiami będą, a nie przy tobie. Sam sobie posiedzę jeszcze z nimi.
- Na jedno wychodzi. Przy i koniec. I nie posiedzisz. Jestem zawodową dziewicą.
Podobnie minęła pozostała
część podróży do stolicy, był nawet postój na stacji benzynowej, więc wszyscy z
chęcią wyszli, by rozprostować kości. Gabi co chwila robiła jakieś zdjęcia, to
ludziom dookoła, to krajobrazowi za szybą, Gerard i Franek co chwilę o czymś
gadali, a Anka słuchała muzyki, czyli nic nadzwyczajnego. Niedaleko przed celem
wyprawy większość zaczęła się nudzić, więc zrobiło się trochę głośniej, ale
była już godzina dziewiąta, więc nikomu to nie przeszkadzało.
Autokar nie zawiózł grupy do
ośrodka, lecz mniej więcej do centrum miasta, po czym na zlecenie nauczycieli
cała klasa opuściła pojazd, grzecznie idąc za panią Basią i drugą panią, uczącą
historii. Według planu wycieczki, pierwszego dnia mieli zwiedzać Warszawę, więc
wszyscy nabrali entuzjazmu. Rzadko kiedy bowiem, grupy z Rzeszowa jeździły do
stolicy, przeważnie był to Kraków albo okoliczne góry, więc wiele osób nie
miało okazji przez pięć dni zwiedzać największe miasto Polski.
Obie klasy, czyli ta, w której
był Franek, Gerd, Michał, dziewczyny i reszta ich grupki, oraz równoległa, z
nazwy „2b”, powoli podążały za swoimi wychowawcami, nadal zatraceni w rozmowie,
albo podziwianiu wykonanych przed momentem zdjęć. Nie było z nimi żadnego
problemu, w końcu byli już w liceum, niebawem mieli być dorośli, więc nie
zachowywali się jak dzieci, ani skończone ofermy. Nawet kilku klasowych pajaców
wyszumiało się w autokarze, przez co teraz w grupie panował przyzwoity spokój.
Tak jak być powinno.
Gaba szła obok Franka,
trzymając mocno jego dłoń, zerkając na niego co jakiś czas. Odwzajemniał
spojrzenia, za każdym razem lustrując wzrokiem jej odziane w śliczną ,
błękitną, pokrytą kwiecistymi wzorkami sukienkę ciało, uśmiechając się lekko.
Naprawdę wyglądali jak para idealna, nawet Gerard i Anka byli święcie
przekonani, że Gabi jest dla Franka miłością życia i odwrotnie. Naprawdę, jedno
z nich znakomicie grało.
Gerd, idący przez długi czas w
ciszy obok swojej rudowłosej koleżanki, z rękami w kieszeni, teraz nagle
przeniósł wzrok z chichoczącej pary na dziewczynę obok. O dziwo nie słuchała
muzyki, ani nie była tak zabójczo spokojna jak zazwyczaj. Była..
podekscytowana? Tak, na pewno. Ale tylko niewielu mogłoby to rozróżnić, a w tym
taki Gerard, bo w takim stanie wyglądała tak, jak powinna wyglądać na co dzień.
Nie była już diabelsko poważna, a widać było, że władają nią jakieś emocje i
tym razem nie kryła tego. Uważnie lustrowała wzrokiem coś lub kogoś przed sobą.
- Kto to? – spytała w końcu, nie odrywając wzroku od obserwowanego obiektu.
Gerard zerknął na nią,
starając się określić, w którym kierunku mniej więcej patrzy, po czym uznał, że
Anka przygląda się czarnowłosej piękności z równoległej klasy. Zerknął na nią
jeszcze raz, potem na brunetkę i zachichotał cichutko.
- No dziewczyna, nie? Taka nowa, z „b” klasy. Doszła do nich jakieś dwa dni
temu, Michał co się o niej wczoraj nagadał.. – uznał chłopak, nadal uśmiechając
się lekko.
- Ładna. Bardzo ładna. – mruknęła rudowłosa, tym samym przerywając Gerardowi,
szybko spuszczając wzrok i chowając zmarznięte dłonie do kieszeni w dresowej
bluzie z Limp Bizkit.
- Podoba ci się, co? – mruknął Gerd, trącając ją lekko w ramię, z rozbawieniem
wymalowanym na twarzy. Dziewczyna zerknęła na niego momentalnie, widać było, że
jest porządnie poddenerwowana. Zacisnęła usta w podłużną kreskę i patrzyła na
niego tymi swoimi zielonymi oczami.
- Nie. – powiedziała dobitnie, nadal na niego patrząc – A ty lecisz na Franka,
co? – spytała z deka kąśliwie, przez co Gerard od razu się zarumienił,
uciekając wzrokiem.
- Nie. – powiedział szybko, ale bardzo cicho.
- Już ci wierzę. Nikt na niego tak nie patrzy. Nawet Falke, tylko właśnie ty.
Więc mi się tu ze mnie nie nabijaj, bo sam żeś nie lepszy. – żachnęła się,
wzdychając na końcu, przez co już żadne z nich nic więcej nie dodało.
A co, jeśli Dubińska
faktycznie miała rację? Może on rzeczywiście miał coś do Franka? Wprawdzie nie
mógł tego wykluczyć, bo nigdy się nad tym nie zastanawiał, ale przecież nie
mógł! Franek był jego najlepszym, a za razem jedynym przyjacielem! Nie miał
prawa.. Nie miał prawa czuć do niego czegoś więcej.
Gdy zdał sobie jednak sprawę,
że to możliwe, ta informacja mocno nim wstrząsnęła. Przecież mogło tak właśnie
być. Mógł być zadłużony we Franku już od dłuższego czasu i to przynajmniej
wyjaśniałoby wiele rzeczy. To, jak nie podobał mu się jego związek z Gabi. Jak
wściekał się, sam nie wiedząc, o co, widząc Frankowe zaloty skierowane do
blondynki. Jak zupełnie rozumiał Nanę, poirytowaną ich bliskością, bo przecież
i ona była zadłużona w Jabłońskim. Z każdą kolejną wymienioną rzeczą, która
jakoś by pasowała, miał ochotę bardziej zakopać się pod ziemię. Nie wolno mu
było. Po prostu nie mógł.
Zaczęli od zwiedzania Pałacu Łazienkowskiego.
Wiele pomników, fontanny, do tego dość ciekawie gadający przewodnik,
ekscytujący się pomnikiem Chopina, muzeum Łazienek Królewskich, masa typowo
klasycystycznych rzeźb i ogród botaniczny. Zanim obeszli wszystko, wysłuchali
ciekawostek od przewodnika, porobili zdjęcia, zrobiła się godzina trzynasta,
więc nauczycielki postanowiły, że teraz idą na obiad.
Przeszli przez Krakowskie
Przedmieście, skręcając w bok tuż przy Trakcie Królewskim, ale zanim do tego
doszło, minęła mniej więcej kolejna godzina, przeznaczona na fotografowanie i
kupowanie pamiątek. Dopiero po czternastej dotarli do standardowo McDonald’sa i
mogli zjeść swój długo wyczekiwany „obiad”. Franek standardowo zamówił Gabi Happy
Meal i zacieszali z jakiejś figurki czarnowłosej laleczki, którą ochrzcili
czarną Barbie. Gerard tylko leniwie żuł swój posiłek, obserwowany bacznie przez
Ankę w przerwach, gdy przestawała pożerać wzrokiem brunetkę. Ale Gerard (gdy na
moment kończył przemyślenia i wracał do żywych, widząc zachowanie przyjaciółki)
zupełnie ją rozumiał. Czarnowłosa nie bez powodu dostała przydomek „Piękność”,
mimo, że chodziła z nimi do szkoły niecały tydzień. Ona po prostu była
wyjątkowo śliczna. Po pierwsze; była wyższa nawet od Anki, która miała
dokładnie sto siedemdziesiąt sześć centymetrów wzrostu, co sprawiało, że była
wyższa nawet od części chłopców. Po drugie; miała śliczne, długie do pasa,
czarne włosy, w dodatku rozpuszczone, bladą cerę i ciemne jak węgiel oczy, co
dodawało jej urody jeszcze bardziej, o ile to w ogóle możliwe. Po trzecie i
najważniejsze; na kogo by nie spojrzała, osoba mało nie dostała palpitacji,
gdyż jej spojrzenie było specjalne i przeszywające cię na wskroś. Więc nie, nie
łudźmy się, że Dubińska była jedyna.
- Pokłóciliście się? – zapytał nagle Michał, zajmując trzecie i za razem
ostatnie miejsce przy ich stoliku, siadając centralnie przed Anką, co
oczywiście sprawiło, że nie mogła przyglądać się panience Piękności.
- Nie. – odparli oboje mechanicznie, w dodatku zarówno Anka jak i Gerard ledwo
poruszyli przy tym ustami.
- To co się stało? – dociekał Fabiański, zerkając to na koleżankę, to na brata.
- Gerard chyba coś przeżywa. Ja chyba też coś przeżywam. I tak wyszło.
- Widzieliście ją? – spytał podekscytowany Michał cichutko, dyskretnie
odwracając się w stronę czarnowłosej dziewczyny, ale szybko znów patrzył w
brata, bo gdy tylko spojrzał na tamtą, ich spojrzenia się spotkały, jakby
dziewczyna wiedziała, że o niej mówią.
- Ta. – mruknął Gerd, wzdychając – Zakochałeś się, co?
- E, niee. – zaprzeczył, na co tym razem Anka westchnęła.
- To co znów? – zapytała szybko rudowłosa, patrząc na Fabiańskiego ponaglająco.
- No nic.. Po prostu jest ładna.
- Powiem że jest ładna, założę że pozostali nie mają oczu.. – mruknęła cicho,
że raczej tylko Gerard ją usłyszał, zerkając przepraszająco na brata.
- No i.. – ciągnął tamten – Tak jakoś dziwnie patrzy.
- Michał.. Do rzeczy, ok? – Anka pochyliła się nad stołem, sprawiając, że
grzywka opadła jej na oczy – Wiemy już, że chciałeś nam powiedzieć o nowej
koleżance, wiemy, że dziwnie patrzy, że jest ładna, wiemy nawet, tak, wiemy! Że
jest brunetką. A teraz, błagam, pozwól nam posiedzieć w tej dziwnej ciszy,
która sprawia, że myślisz, że się pokłóciliśmy, dobra? – odetchnęła głęboko, a
widząc, że Michał wstał, również podniosła się pośpiesznie i uścisnęła go mocno
– Przepraszam. – dodała, po czym wróciła na swoje miejsce, a szatyn tylko
pokiwał głową i wrócił do Agaty i blond bliźniaków.
dzień
drugi:
-
Pobudeczka! – wykrzyknął, chyba na całe gardło Franek, szybko odsuwając zasłony
w dość dużym, czteroosobowym pokoju – Jest tak późno, a wy jeszcze śpicie? Co
wy ćpaliście? – czyli typowa pobudka w stylu Jabłońskiego; krzyk, odsłanianie
zasłon i dziwne teksty czy pytania. Fabiański czasem zastanawiał się, czy z
jego kumplem na pewno wszystko jest w porządku.
Gerard, który spał najbliżej
okna, i który jako pierwszy dostał po oczach słonecznym światłem, dostającym
się do nich przez szybę, zmarszczył nos w niezadowoleniu i obrócił się na
brzuch, całkowicie tyłem do Franka. Nie miał bladego pojęcia, która może być
godzina, ale na pewno nie miał jeszcze zamiaru wstawać. Nie po tym, jak zasnął
blisko o piątej, bo zastanawiał się nad wczorajszymi słowami Anki.
- Ale no weźcie się ruszcie może, co? Do lasu idziemy dzisiaj! Ognisko robimy!
– krzyczał Franek jak porąbany, po czym ściągnął z Gerarda kołdrę, sprawiając
tym samym, że tamten wylądował na podłodze i jęknął.
- A kiełbasa będzie? – spytał leniwie Michał, na co leżący na posadzce Gerard
wybuchł śmiechem, a po nim Franek.
- To nie było śmieszne. – jęknął smutno Olek, ostatni mieszkaniec pokoju i mocno
uderzył blondwłosą główką o puchatą poduszkę.
- Nie o to chodziło..
- Ty sam nie wiesz, o co chodziło!
- Zamknijcie się. Zajmuję łazienkę, panny, a wy kłóćcie się o kiełbasę z Olciem
wegetarianinem. – bąknął Gerd, podnosząc się i porwał czyste ubranie z walizki.
- To, że jestem wegetarianinem, nie znaczy jeszcze, że jestem panienką. Ja
jestem mężczyzną! – z deka oburzony blondyn spojrzał tylko dziwnie na Gerarda,
który zaraz zniknął w łazience, po czym na rechoczącego Franka, i wymieniwszy
zmęczone spojrzenia z Michałem obrócił się na drugi bok i założył kołdrę na
głowę.
Gerard zamknął się w łazience,
ignorując roześmianego Franka, poirytowanego Olka i myślącego o ognisku brata. Nie
mógł przestać myśleć o tej głupiej, nic na pozór nie znaczącej wymianie zdań.
Nie potrafił znieść myśli o tym, co działo się z nim, gdy tylko zerknął na
Franka. Czuł się.. Lepiej. Tak delikatnie, wesoło. Na jego bladą twarz zawsze
wstępował uśmiech, gdy Jabłoński unosił kąciki w geście radości. Miał ochotę
płakać, gdy tamten był smutny. Bolało go coś, coś w środku, gdy tamten skarżył
się na ból. Nie mógł bez niego egzystować, a z drugiej strony wiedział, że nie
może być przy nim dłużej, jeśli miałby czymś takim wszystko zniszczyć. Nie
umiał żyć ze świadomością, jak reaguje na własnego przyjaciela.
Podszedł do umywalki i
ochlapał twarz zimną wodą, na co jego ciało przeszedł nieprzyjemny dreszcz.
Wyprostował się, po czym przejechał dłonią po mokrej twarzy, patrząc na swoje
odbicie w lustrze. Wyglądał.. żałośnie. Jak biedne, nierozgarnięte dziecko,
któremu ktoś wyrwał zabawkę i pozostawił go samego. Rozwalone, ciemne włosy,
podkrążone oczy, blada, wręcz przeźroczysta cera. Mogli by go od ręki przyjąć
do obsady w filmie o wampirach. I jeszcze te jej słowa.. Niedługo chyba
zwariuje.
„Już ci wierzę. Nikt na niego
tak nie patrzy. Nawet Falke, tylko właśnie ty.”
❧
Ognisko mijało szybko. Gerard
nadal chodził jak duch, Anka patrzyła dziwnie z jego prawej, a Nadzieja z jego
lewej. Zawsze ignorował tę drugą, ale teraz wręcz błagał, by odłożyła na bok
swoją misję ratowania świata i po prostu zniknęła. Miał dość jej obecności,
była wszędzie i bez przerwy. Niedługo zacznie pilnować go podczas kąpieli albo
prysznica.
Franek wyswobodził się z
uścisku koleżanek z roku, które podziwiały tatuaże, jakimi był obsypany od stóp
do głów, i odszedł od polanki na której siedzieli, wchodząc pomału w las. Miał
latarkę, którą obowiązkowo nosił ze sobą jago gadżet, i nie spodziewał się, że
kiedykolwiek jej użyje w rzeczywistości. A jednak. Było na tyle ciemno, że
nawet jemu było nieswojo. A przecież to Franek był bohaterem i to właśnie on
niczego się nie bał.
Szedł cicho, stawiał kroki
pomału, na tyle cicho, że wstrzymując oddech słyszał rozmowy grupy z oddali i
własne bicie serca. Wiatr szumiał gdzieś ponad nim, w koronach drzew, świszcząc
złowrogo, co wcale mu się nie podobało. Obrócił się dopiero, gdy usłyszał
odgłos łamanej gałęzi, ale zrobił to zbyt szybko i upadł na plecy, na łokcie,
cofając się do tyłu.
- Przestań, durniu. Pobrudzisz się. Wyglądasz jak marny człowieczek w tanim
horrorze. – zakpiła dziewczyna, wyglądająca w świetle latarki jak jakieś
zombie. Spojrzała z politowaniem i dopiero wtedy Franek zobaczył, kto do niego
mówi. Nowa, idealna dziewczyna z równoległej klasy. Dokładnie ta, która nosi
ciemne sukienki i gorsety, maluje paznokcie na czarno i wszyscy ją podziwiają. Wyciągnęła
do niego odzianą w czarną rękawiczkę dłoń, którą szybko złapał i pomógł sobie
wstać. Przyjrzał jej się. Czarna, elegancka bluzka, czarny, mocno związany
gorset, mocno falowana spódnica, rajstopy i wysokie, sznurowane buty. Wyglądała
przedziwnie, szczególnie przez mrok, który rozsiewała wokół siebie i wzrost. Nie
wyglądała jak typowa licealistka, wyglądała jak z innej epoki. W dodatku musiał
patrzeć w górę..
- Co tu robisz? – spytał szybko, otrzepując się z liści.
- Spaceruję. – powiedziała chłodno, unosząc wysoko głowę – Jeszcze potrzebujesz
pomocy, czy mogę już iść?
- No w sumie.. – zerknął na swoje buty – NO możesz chyba. – zerknął na nią i o
mało nie przewrócił się znów.
Mógłby przysiąc, że jej oczy, na ogół czarne, oddzielające się wyraźnie od białek,
nie miały ich teraz w ogóle. Były.. po prostu całe czarne.
Ja nie mogę XD A ta nowa dziewczyna to wygląda tak jak taka jedna babka, którą widziałam jak szłam do szkoły. Tylko, że ona miała czerwone tęczówki o_O Pięknie piszesz, słońce i ja Cię uwieeeeeeeelbiam! <3 Zaczyna się robić coraz ciekawiej, a ta Gerardowa Nadzieja to mnie też zaczyna denerwować. No, ile można? A, i tak Gerdziu. Kochasz Jabłońskiego ^_^ [fools-for-love.blogspot.com]
OdpowiedzUsuńdebilizm debilizmem, ale to jest fajne XD dlatego dawaj przed terminem, będzie spoko, mnie tam pasuje, wiesz. Chyba, że nie chcesz, to i tak masz dawać. Pasi? Pasi. No dzięki.
OdpowiedzUsuń/ heartfalling
No, więc Gerd wreszcie ogarnia, że coś czuje do Franka i bardzo dobrze. Ta Nowa wydaje się być fajnie tajemnicza, ale jednocześnie czuję, że ona zaraz coś tu popsuje. Taka mroczna jest. Te oczy? Nie, to nie debilizm. Fajnie ci to wyszło.
OdpowiedzUsuńPoproszę kolejny i niech Franek dowie się, że Gerd go baaaardzo lubi, hmm? :P
http://thank-you-for-your-venom.blogspot.com/
Nam to pasuje, ze dajesz przed terminem cx Zawsze lubię siedzieć przy oknie, tak, jak Gabi i Gerard <3 Ta nowa jest fajna. Taki super styl ma... Jak ja bym chciała tak się ubierać! Gee, nareszcie coś skapowałeś! Teraz tylko czekać, aż Frankie się skapnie. Aha, i chciałam Ci coś pokazać: http://img37.imageshack.us/img37/8984/hahaso.png
OdpowiedzUsuńA więc... które udaje? Ja myślę że Frank ze względu na jego wcześniejsze przemyślenie. Jeszcze ta nowa... No cóż niepokoi mnie ona very much, ale jest ciekawa postacią. Jeszcze Gerd ... Ulala, no tak ;] Teraz czekajmy, aż Frank też będzie skapły i zerkniem co z tego wyniknie ;)
OdpowiedzUsuńmi się tam podoba, że nie dotrzymujesz słowa <3 widzisz, zrobiłam dla ciebie konto na googlach, żebyś wiedziała, że to ja :D
OdpowiedzUsuńa co do parta.. Gerdu, nie lamentuj, tylko mu powiedz i po sprawie, nie? :3
~entertainment vel marti
ZAWODOWA DZIEWICA xD kocham cię, wiesz? Masz genialne teksty i w ogóle... Nadzieja jest schizowa o.o i ta piękność... Ciekawie ~<3
OdpowiedzUsuń