sobota, maja 19, 2012

7} ghost town

my heart is an empire

dzień pierwszy:
Ciocia objęła Franka mocno, trwając w podobnej pozycji przez jakiś czas. Mimo że chłopak był tylko synem jej siostry, kochała go jak własne dziecko i martwiła się o niego na każdym kroku. Cóż się jej dziwić, skoro gdyby coś mu się stało, ona będzie za to odpowiadała.. Ale nie. Kobieta po prostu była z nim niezmiernie zżyta, traktowała go jak syna i zwyczajnie musiała się z nim pożegnać, skoro miała wytrzymać pięć dni bez jego głupich pomysłów, żartów i rozmów z nim. Ich relacje były naprawdę dobre, a w dodatku pani Justyna była osobą bardzo wrażliwą, więc takie przeżywanie było u niej typowe.
- Masz wszystko? – spytała troskliwie, wypuszczając go z objęć, patrząc na niego czule. 
- Tak, ciociu. Co do jednej rzeczy. – odparł radośnie Franek, tuląc teraz Martynkę, po chwili zaczynając ją łaskotać, do czasu aż nie spostrzegł w świetle latarni nadchodzącego Gerarda.
            Było jeszcze ciemno i wcześnie, bo zaledwie koło czwartej. Niebo nadal było spowite ciężkimi, deszczowymi chmurami, pozostałością po wczorajsze ulewie, więc było jeszcze bardziej szaro, niż powinno. Gerard wszedł na chodnik, podchodząc do grupki i stanął koło Franka. 
- Dzień dobry. – przywitał się ciepło z panią Justyną, która to zaraz go przytuliła, nie dając nawet powiedzieć cześć Frankowi. Szatyn widząc zaistniałą sytuację, zaczął się cicho śmiać, zerkając na nich.
- Cześć, Gerard. – powiedziała kobieta, puszczając go szybko – Pilnuj go, żeby grzeczny był, dobra?
- Załatwione, prze pani. – Gerd zasalutował i razem z Jabłońskim zaśmiali się cicho.
- Noga cię nie boli? – zmartwiła się Justyna, patrząc na siostrzeńca troskliwie.
- Nie boli, ciociu. Przecież ją wyleczyli, wiesz kiedy to było?
- No niby tak, niby tak. Ale jak cos to co?
- To nic. Bedę grzeczny. 
- W szczególności przy dziewczynach, Franiu. – upomniała go, zerkając znacząco.
- Ale.. ja jestem grzeczny wobec dziewczyn, ciociu! – zaprotestował, patrząc zdziwionym wzrokiem i przekrzywił głowę.
- Ja wiem. Ale żeby ci takie pomysły do głowy nie wpadły jak wczoraj.. – zachichotała cicho, a Franek spłonął rumieńcem, uciekając wzrokiem i ignorując zaśmiewającego się Gerarda.
- Słyszałaś? – spytał po chwili, lekko przerażony – Przecież byliśmy cicho i w ogóle..
- No nie wiem, czy cicho, skoro trudno byłoby was nie słyszeć. Ta twoja Gabrysia to chyba dobrze z tobą ma. Przynajmniej z tego, co słyszałam..
- Ciociu! – jęknął zmieszany, odwracając się lekko na bok, zerkając na śmiejącego się przyjaciela – A ty się nie śmiej, no!
- No przepraszam, przepraszam. – Gerdu wziął od niego siostrę i zaczął coś do niej gadać.
- Tylko wy się zabezpieczajcie, co? – dodała cicho.
- Możesz mi przeszukać szuflady na dowód, że nie będziesz babcią. – mruknął rozdrażniony, patrząc na nią gniewnie.
- No wolę nie. Ufam ci, Franuś, bardzo ufam. – uśmiechnęła się i podeszła do Gerarda z Martynką na rękach – No, chodź młoda, wracamy. – dziewczynka od razu mocno uścisnęła Gerda, a potem zeskoczyła mu z rąk, na moment tuląc Frankową nogę, ale tylko na moment. Niedługo potem już chowała się za ciotką.
            Minęło kilka minut a Franek już stał w towarzystwie swojej dziewczyny, Gerarda i Anki z ich klasą, czekając, aż pani Basia zacznie sprawdzać listę obecności. Mimo panującej w grupie ciszy, każdy był podekscytowany pięciodniowym wyjazdem na swój sposób i już nie mógł się doczekać zwiedzania stolicy, chodzenia po okolicznych lasach i bawienia się beztrosko przez pięć dni. Może był dopiero wrzesień, i można by rzec, że jeszcze nie mają od czego odpoczywać, ale przyzwyczajeni do wakacyjnej przerwy tylko czekają na jakąś wycieczkę, niezależnie od tego, czy jest początek, połowa, czy koniec roku.
- Dobra, jesteście wszyscy, więc wsiadacie. Od Oli po kolei, nie pchać się, nie bić o miejsca, autokar jest naprawdę duży i każdy znajdzie coś dla siebie. – powiedziała spokojnie wychowawczyni, na co cała klasa, zaczynając od Olki i Olka zaczęła wsiadać do pojazdu w towarzystwie cichych rozmów. Nikt nie miał zamiaru krzyczeć, czy bić się o miejsca, bo wszyscy byli po prostu zaspani i zmęczeni, przez wstawanie o bardzo wczesnej godzinie i większa połowa marzyła jedynie o miękkim fotelu, żeby dojść do siebie, mimo ekscytacji wyjazdem. Tradycyjnie Damian, Dawid i Bartek byli w pełni obudzeni i mieli najwięcej do gadania, ale to już akurat było całkowicie typowe. Franek z Gerardem usiedli obok siebie, pozostawiając wolną rękę dziewczynom, które również usiadły razem. Gerard siedział w lewym rzędzie od okna, a Franek od przejścia, przez co był zaraz obok Anki, gdyż jego dziewczyna postanowiła podziwiać krajobrazy za oknem, oczywiście gdy już zrobi się jasno. Anka jak zwykle odcięła się przy pomocy słuchawek, wystukując jedynie rytm piosenki o oparcie na rękę. Franek przyjrzał się jej nadgarstkowi, który tradycyjnie powinien mieć osiemnaście bransoletek, po czym ze zdziwieniem stwierdził, że dziś dziewczyna ma tylko po pięć na rękę. Zaczął je oglądać, chichocząc przy tym cicho.
- Bransoletek ci ubyło koleżanko, goła jesteś. – odparł wesoło, bawiąc się przywieszką na jednej bransoletce z muliny przedstawiającą bliżej nieokreślony kształt – A co to takiego jest, hm?
- Twój nowy bóg, satanisto. – bąknęła, patrząc spod na wpół zamkniętych oczu, wyraźnie jeszcze była śpiąca.
– Nie widzisz, że to zebra? – zdziwił się Gerard, wyglądający mu przez ramię.
- O faktycznie! – wykrzyknął, zaśmiewając się durnowato, a dziewczyna pokręciła jedynie głową, wyswobadzając rękę.
- Czuję się taka.. zgwałcona. – mruknęła, na co Franek wpadł w jeszcze gorszy śmiech.
- Jabłoński jak się nie wyciszy, to zaraz zamknie drzwi z drugiej strony. – powiedziała pani Basia, zakładając ręce na biodra – Chyba, że woli okno. – klasa zachichotała cicho a lekko obrażony Franek oparł się o fotel, w momencie, gdy autokar ruszył spod szkoły. 
- Ale cię ciocia zawstydziła, co? – zaczął cicho Gerd, uśmiechając się delikatnie, a Franek tylko westchnął.
- Ale my serio byliśmy.. cicho. Naprawdę. – mruknął, wywracając oczami.
- No to jakim cudem słyszała?
- Pewnie siedziała pod drzwiami. – wymienili spojrzenia, po czym zaczęli się cicho śmiać.
- Serio? Aż tak źle? Ciekawe, czy moja mama też będzie mi siedziała pod drzwiami.
- Na pewno. Z twoim bratem.
- Weź nie strasz, bo jeszcze zostanę zawodową dziewicą. – powiedział ze strachem, odgarniając ciemne włosy z czoła, a Frań zachichotał.
- Nie wierzę ci.
- Nie musisz. Ja wiem lepiej. Nie będę tego robił przy osobach trzecich.
- Za drzwiami będą, a nie przy tobie. Sam sobie posiedzę jeszcze z nimi.
- Na jedno wychodzi. Przy i koniec. I nie posiedzisz. Jestem zawodową dziewicą.
            Podobnie minęła pozostała część podróży do stolicy, był nawet postój na stacji benzynowej, więc wszyscy z chęcią wyszli, by rozprostować kości. Gabi co chwila robiła jakieś zdjęcia, to ludziom dookoła, to krajobrazowi za szybą, Gerard i Franek co chwilę o czymś gadali, a Anka słuchała muzyki, czyli nic nadzwyczajnego. Niedaleko przed celem wyprawy większość zaczęła się nudzić, więc zrobiło się trochę głośniej, ale była już godzina dziewiąta, więc nikomu to nie przeszkadzało. 
            Autokar nie zawiózł grupy do ośrodka, lecz mniej więcej do centrum miasta, po czym na zlecenie nauczycieli cała klasa opuściła pojazd, grzecznie idąc za panią Basią i drugą panią, uczącą historii. Według planu wycieczki, pierwszego dnia mieli zwiedzać Warszawę, więc wszyscy nabrali entuzjazmu. Rzadko kiedy bowiem, grupy z Rzeszowa jeździły do stolicy, przeważnie był to Kraków albo okoliczne góry, więc wiele osób nie miało okazji przez pięć dni zwiedzać największe miasto Polski.
            Obie klasy, czyli ta, w której był Franek, Gerd, Michał, dziewczyny i reszta ich grupki, oraz równoległa, z nazwy „2b”, powoli podążały za swoimi wychowawcami, nadal zatraceni w rozmowie, albo podziwianiu wykonanych przed momentem zdjęć. Nie było z nimi żadnego problemu, w końcu byli już w liceum, niebawem mieli być dorośli, więc nie zachowywali się jak dzieci, ani skończone ofermy. Nawet kilku klasowych pajaców wyszumiało się w autokarze, przez co teraz w grupie panował przyzwoity spokój. Tak jak być powinno.
            Gaba szła obok Franka, trzymając mocno jego dłoń, zerkając na niego co jakiś czas. Odwzajemniał spojrzenia, za każdym razem lustrując wzrokiem jej odziane w śliczną , błękitną, pokrytą kwiecistymi wzorkami sukienkę ciało, uśmiechając się lekko. Naprawdę wyglądali jak para idealna, nawet Gerard i Anka byli święcie przekonani, że Gabi jest dla Franka miłością życia i odwrotnie. Naprawdę, jedno z nich znakomicie grało.
            Gerd, idący przez długi czas w ciszy obok swojej rudowłosej koleżanki, z rękami w kieszeni, teraz nagle przeniósł wzrok z chichoczącej pary na dziewczynę obok. O dziwo nie słuchała muzyki, ani nie była tak zabójczo spokojna jak zazwyczaj. Była.. podekscytowana? Tak, na pewno. Ale tylko niewielu mogłoby to rozróżnić, a w tym taki Gerard, bo w takim stanie wyglądała tak, jak powinna wyglądać na co dzień. Nie była już diabelsko poważna, a widać było, że władają nią jakieś emocje i tym razem nie kryła tego. Uważnie lustrowała wzrokiem coś lub kogoś przed sobą.
- Kto to? – spytała w końcu, nie odrywając wzroku od obserwowanego obiektu.
            Gerard zerknął na nią, starając się określić, w którym kierunku mniej więcej patrzy, po czym uznał, że Anka przygląda się czarnowłosej piękności z równoległej klasy. Zerknął na nią jeszcze raz, potem na brunetkę i zachichotał cichutko.
- No dziewczyna, nie? Taka nowa, z „b” klasy. Doszła do nich jakieś dwa dni temu, Michał co się o niej wczoraj nagadał.. – uznał chłopak, nadal uśmiechając się lekko.
- Ładna. Bardzo ładna. – mruknęła rudowłosa, tym samym przerywając Gerardowi, szybko spuszczając wzrok i chowając zmarznięte dłonie do kieszeni w dresowej bluzie z Limp Bizkit.
- Podoba ci się, co? – mruknął Gerd, trącając ją lekko w ramię, z rozbawieniem wymalowanym na twarzy. Dziewczyna zerknęła na niego momentalnie, widać było, że jest porządnie poddenerwowana. Zacisnęła usta w podłużną kreskę i patrzyła na niego tymi swoimi zielonymi oczami.
- Nie. – powiedziała dobitnie, nadal na niego patrząc – A ty lecisz na Franka, co? – spytała z deka kąśliwie, przez co Gerard od razu się zarumienił, uciekając wzrokiem.
- Nie. – powiedział szybko, ale bardzo cicho.
- Już ci wierzę. Nikt na niego tak nie patrzy. Nawet Falke, tylko właśnie ty. Więc mi się tu ze mnie nie nabijaj, bo sam żeś nie lepszy. – żachnęła się, wzdychając na końcu, przez co już żadne z nich nic więcej nie dodało.
            A co, jeśli Dubińska faktycznie miała rację? Może on rzeczywiście miał coś do Franka? Wprawdzie nie mógł tego wykluczyć, bo nigdy się nad tym nie zastanawiał, ale przecież nie mógł! Franek był jego najlepszym, a za razem jedynym przyjacielem! Nie miał prawa.. Nie miał prawa czuć do niego czegoś więcej. 
            Gdy zdał sobie jednak sprawę, że to możliwe, ta informacja mocno nim wstrząsnęła. Przecież mogło tak właśnie być. Mógł być zadłużony we Franku już od dłuższego czasu i to przynajmniej wyjaśniałoby wiele rzeczy. To, jak nie podobał mu się jego związek z Gabi. Jak wściekał się, sam nie wiedząc, o co, widząc Frankowe zaloty skierowane do blondynki. Jak zupełnie rozumiał Nanę, poirytowaną ich bliskością, bo przecież i ona była zadłużona w Jabłońskim. Z każdą kolejną wymienioną rzeczą, która jakoś by pasowała, miał ochotę bardziej zakopać się pod ziemię. Nie wolno mu było. Po prostu nie mógł. 
            Zaczęli od zwiedzania Pałacu Łazienkowskiego. Wiele pomników, fontanny, do tego dość ciekawie gadający przewodnik, ekscytujący się pomnikiem Chopina, muzeum Łazienek Królewskich, masa typowo klasycystycznych rzeźb i ogród botaniczny. Zanim obeszli wszystko, wysłuchali ciekawostek od przewodnika, porobili zdjęcia, zrobiła się godzina trzynasta, więc nauczycielki postanowiły, że teraz idą na obiad.
            Przeszli przez Krakowskie Przedmieście, skręcając w bok tuż przy Trakcie Królewskim, ale zanim do tego doszło, minęła mniej więcej kolejna godzina, przeznaczona na fotografowanie i kupowanie pamiątek. Dopiero po czternastej dotarli do standardowo McDonald’sa i mogli zjeść swój długo wyczekiwany „obiad”. Franek standardowo zamówił Gabi Happy Meal i zacieszali z jakiejś figurki czarnowłosej laleczki, którą ochrzcili czarną Barbie. Gerard tylko leniwie żuł swój posiłek, obserwowany bacznie przez Ankę w przerwach, gdy przestawała pożerać wzrokiem brunetkę. Ale Gerard (gdy na moment kończył przemyślenia i wracał do żywych, widząc zachowanie przyjaciółki) zupełnie ją rozumiał. Czarnowłosa nie bez powodu dostała przydomek „Piękność”, mimo, że chodziła z nimi do szkoły niecały tydzień. Ona po prostu była wyjątkowo śliczna. Po pierwsze; była wyższa nawet od Anki, która miała dokładnie sto siedemdziesiąt sześć centymetrów wzrostu, co sprawiało, że była wyższa nawet od części chłopców. Po drugie; miała śliczne, długie do pasa, czarne włosy, w dodatku rozpuszczone, bladą cerę i ciemne jak węgiel oczy, co dodawało jej urody jeszcze bardziej, o ile to w ogóle możliwe. Po trzecie i najważniejsze; na kogo by nie spojrzała, osoba mało nie dostała palpitacji, gdyż jej spojrzenie było specjalne i przeszywające cię na wskroś. Więc nie, nie łudźmy się, że Dubińska była jedyna.
- Pokłóciliście się? – zapytał nagle Michał, zajmując trzecie i za razem ostatnie miejsce przy ich stoliku, siadając centralnie przed Anką, co oczywiście sprawiło, że nie mogła przyglądać się panience Piękności.
- Nie. – odparli oboje mechanicznie, w dodatku zarówno Anka jak i Gerard ledwo poruszyli przy tym ustami.
- To co się stało? – dociekał Fabiański, zerkając to na koleżankę, to na brata.
- Gerard chyba coś przeżywa. Ja chyba też coś przeżywam. I tak wyszło.
- Widzieliście ją? – spytał podekscytowany Michał cichutko, dyskretnie odwracając się w stronę czarnowłosej dziewczyny, ale szybko znów patrzył w brata, bo gdy tylko spojrzał na tamtą, ich spojrzenia się spotkały, jakby dziewczyna wiedziała, że o niej mówią.
- Ta. – mruknął Gerd, wzdychając – Zakochałeś się, co?
- E, niee. – zaprzeczył, na co tym razem Anka westchnęła.
- To co znów? – zapytała szybko rudowłosa, patrząc na Fabiańskiego ponaglająco.
- No nic.. Po prostu jest ładna.
- Powiem że jest ładna, założę że pozostali nie mają oczu.. – mruknęła cicho, że raczej tylko Gerard ją usłyszał, zerkając przepraszająco na brata.
- No i.. – ciągnął tamten – Tak jakoś dziwnie patrzy.
- Michał.. Do rzeczy, ok? – Anka pochyliła się nad stołem, sprawiając, że grzywka opadła jej na oczy – Wiemy już, że chciałeś nam powiedzieć o nowej koleżance, wiemy, że dziwnie patrzy, że jest ładna, wiemy nawet, tak, wiemy! Że jest brunetką. A teraz, błagam, pozwól nam posiedzieć w tej dziwnej ciszy, która sprawia, że myślisz, że się pokłóciliśmy, dobra? – odetchnęła głęboko, a widząc, że Michał wstał, również podniosła się pośpiesznie i uścisnęła go mocno – Przepraszam. – dodała, po czym wróciła na swoje miejsce, a szatyn tylko pokiwał głową i wrócił do Agaty i blond bliźniaków.


dzień drugi:

- Pobudeczka! – wykrzyknął, chyba na całe gardło Franek, szybko odsuwając zasłony w dość dużym, czteroosobowym pokoju – Jest tak późno, a wy jeszcze śpicie? Co wy ćpaliście? – czyli typowa pobudka w stylu Jabłońskiego; krzyk, odsłanianie zasłon i dziwne teksty czy pytania. Fabiański czasem zastanawiał się, czy z jego kumplem na pewno wszystko jest w porządku.
            Gerard, który spał najbliżej okna, i który jako pierwszy dostał po oczach słonecznym światłem, dostającym się do nich przez szybę, zmarszczył nos w niezadowoleniu i obrócił się na brzuch, całkowicie tyłem do Franka. Nie miał bladego pojęcia, która może być godzina, ale na pewno nie miał jeszcze zamiaru wstawać. Nie po tym, jak zasnął blisko o piątej, bo zastanawiał się nad wczorajszymi słowami Anki. 
- Ale no weźcie się ruszcie może, co? Do lasu idziemy dzisiaj! Ognisko robimy! – krzyczał Franek jak porąbany, po czym ściągnął z Gerarda kołdrę, sprawiając tym samym, że tamten wylądował na podłodze i jęknął.
- A kiełbasa będzie? – spytał leniwie Michał, na co leżący na posadzce Gerard wybuchł śmiechem, a po nim Franek.
- To nie było śmieszne. – jęknął smutno Olek, ostatni mieszkaniec pokoju i mocno uderzył blondwłosą główką o puchatą poduszkę.
- Nie o to chodziło.. 
- Ty sam nie wiesz, o co chodziło!
- Zamknijcie się. Zajmuję łazienkę, panny, a wy kłóćcie się o kiełbasę z Olciem wegetarianinem. – bąknął Gerd, podnosząc się i porwał czyste ubranie z walizki.
- To, że jestem wegetarianinem, nie znaczy jeszcze, że jestem panienką. Ja jestem mężczyzną! – z deka oburzony blondyn spojrzał tylko dziwnie na Gerarda, który zaraz zniknął w łazience, po czym na rechoczącego Franka, i wymieniwszy zmęczone spojrzenia z Michałem obrócił się na drugi bok i założył kołdrę na głowę. 
            Gerard zamknął się w łazience, ignorując roześmianego Franka, poirytowanego Olka i myślącego o ognisku brata. Nie mógł przestać myśleć o tej głupiej, nic na pozór nie znaczącej wymianie zdań. Nie potrafił znieść myśli o tym, co działo się z nim, gdy tylko zerknął na Franka. Czuł się.. Lepiej. Tak delikatnie, wesoło. Na jego bladą twarz zawsze wstępował uśmiech, gdy Jabłoński unosił kąciki w geście radości. Miał ochotę płakać, gdy tamten był smutny. Bolało go coś, coś w środku, gdy tamten skarżył się na ból. Nie mógł bez niego egzystować, a z drugiej strony wiedział, że nie może być przy nim dłużej, jeśli miałby czymś takim wszystko zniszczyć. Nie umiał żyć ze świadomością, jak reaguje na własnego przyjaciela. 
            Podszedł do umywalki i ochlapał twarz zimną wodą, na co jego ciało przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Wyprostował się, po czym przejechał dłonią po mokrej twarzy, patrząc na swoje odbicie w lustrze. Wyglądał.. żałośnie. Jak biedne, nierozgarnięte dziecko, któremu ktoś wyrwał zabawkę i pozostawił go samego. Rozwalone, ciemne włosy, podkrążone oczy, blada, wręcz przeźroczysta cera. Mogli by go od ręki przyjąć do obsady w filmie o wampirach. I jeszcze te jej słowa.. Niedługo chyba zwariuje.
             „Już ci wierzę. Nikt na niego tak nie patrzy. Nawet Falke, tylko właśnie ty.”


            Ognisko mijało szybko. Gerard nadal chodził jak duch, Anka patrzyła dziwnie z jego prawej, a Nadzieja z jego lewej. Zawsze ignorował tę drugą, ale teraz wręcz błagał, by odłożyła na bok swoją misję ratowania świata i po prostu zniknęła. Miał dość jej obecności, była wszędzie i bez przerwy. Niedługo zacznie pilnować go podczas kąpieli albo prysznica. 
            Franek wyswobodził się z uścisku koleżanek z roku, które podziwiały tatuaże, jakimi był obsypany od stóp do głów, i odszedł od polanki na której siedzieli, wchodząc pomału w las. Miał latarkę, którą obowiązkowo nosił ze sobą jago gadżet, i nie spodziewał się, że kiedykolwiek jej użyje w rzeczywistości. A jednak. Było na tyle ciemno, że nawet jemu było nieswojo. A przecież to Franek był bohaterem i to właśnie on niczego się nie bał.
            Szedł cicho, stawiał kroki pomału, na tyle cicho, że wstrzymując oddech słyszał rozmowy grupy z oddali i własne bicie serca. Wiatr szumiał gdzieś ponad nim, w koronach drzew, świszcząc złowrogo, co wcale mu się nie podobało. Obrócił się dopiero, gdy usłyszał odgłos łamanej gałęzi, ale zrobił to zbyt szybko i upadł na plecy, na łokcie, cofając się do tyłu. 
- Przestań, durniu. Pobrudzisz się. Wyglądasz jak marny człowieczek w tanim horrorze. – zakpiła dziewczyna, wyglądająca w świetle latarki jak jakieś zombie. Spojrzała z politowaniem i dopiero wtedy Franek zobaczył, kto do niego mówi. Nowa, idealna dziewczyna z równoległej klasy. Dokładnie ta, która nosi ciemne sukienki i gorsety, maluje paznokcie na czarno i wszyscy ją podziwiają. Wyciągnęła do niego odzianą w czarną rękawiczkę dłoń, którą szybko złapał i pomógł sobie wstać. Przyjrzał jej się. Czarna, elegancka bluzka, czarny, mocno związany gorset, mocno falowana spódnica, rajstopy i wysokie, sznurowane buty. Wyglądała przedziwnie, szczególnie przez mrok, który rozsiewała wokół siebie i wzrost. Nie wyglądała jak typowa licealistka, wyglądała jak z innej epoki. W dodatku musiał patrzeć w górę..
- Co tu robisz? – spytał szybko, otrzepując się z liści.
- Spaceruję. – powiedziała chłodno, unosząc wysoko głowę – Jeszcze potrzebujesz pomocy, czy mogę już iść?
- No w sumie.. – zerknął na swoje buty – NO możesz chyba. – zerknął na nią i o mało nie przewrócił się znów.
Mógłby przysiąc, że jej oczy, na ogół czarne, oddzielające się wyraźnie od białek, nie miały ich teraz w ogóle. Były.. po prostu całe czarne.


7 komentarzy:

  1. Ja nie mogę XD A ta nowa dziewczyna to wygląda tak jak taka jedna babka, którą widziałam jak szłam do szkoły. Tylko, że ona miała czerwone tęczówki o_O Pięknie piszesz, słońce i ja Cię uwieeeeeeeelbiam! <3 Zaczyna się robić coraz ciekawiej, a ta Gerardowa Nadzieja to mnie też zaczyna denerwować. No, ile można? A, i tak Gerdziu. Kochasz Jabłońskiego ^_^ [fools-for-love.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
  2. debilizm debilizmem, ale to jest fajne XD dlatego dawaj przed terminem, będzie spoko, mnie tam pasuje, wiesz. Chyba, że nie chcesz, to i tak masz dawać. Pasi? Pasi. No dzięki.

    / heartfalling

    OdpowiedzUsuń
  3. No, więc Gerd wreszcie ogarnia, że coś czuje do Franka i bardzo dobrze. Ta Nowa wydaje się być fajnie tajemnicza, ale jednocześnie czuję, że ona zaraz coś tu popsuje. Taka mroczna jest. Te oczy? Nie, to nie debilizm. Fajnie ci to wyszło.
    Poproszę kolejny i niech Franek dowie się, że Gerd go baaaardzo lubi, hmm? :P

    http://thank-you-for-your-venom.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Nam to pasuje, ze dajesz przed terminem cx Zawsze lubię siedzieć przy oknie, tak, jak Gabi i Gerard <3 Ta nowa jest fajna. Taki super styl ma... Jak ja bym chciała tak się ubierać! Gee, nareszcie coś skapowałeś! Teraz tylko czekać, aż Frankie się skapnie. Aha, i chciałam Ci coś pokazać: http://img37.imageshack.us/img37/8984/hahaso.png

    OdpowiedzUsuń
  5. A więc... które udaje? Ja myślę że Frank ze względu na jego wcześniejsze przemyślenie. Jeszcze ta nowa... No cóż niepokoi mnie ona very much, ale jest ciekawa postacią. Jeszcze Gerd ... Ulala, no tak ;] Teraz czekajmy, aż Frank też będzie skapły i zerkniem co z tego wyniknie ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. mi się tam podoba, że nie dotrzymujesz słowa <3 widzisz, zrobiłam dla ciebie konto na googlach, żebyś wiedziała, że to ja :D
    a co do parta.. Gerdu, nie lamentuj, tylko mu powiedz i po sprawie, nie? :3

    ~entertainment vel marti

    OdpowiedzUsuń
  7. ZAWODOWA DZIEWICA xD kocham cię, wiesz? Masz genialne teksty i w ogóle... Nadzieja jest schizowa o.o i ta piękność... Ciekawie ~<3

    OdpowiedzUsuń